Dzisiaj postanowiliśmy spróbować czegoś innego. Zafascynowani wywiadem Leszka Milewskiego (weszlo.com) z Mateuszem Gietzem, który odpowiedzialny jest za tworzenie polskiej bazy Football Managera, postanowiliśmy… odszukać chwalonego researchera zajmującego się Wisłą Płock! I… eureka! Udało się.

Football Manager to – w skrócie – potężna, piłkarska baza danych, bez przerwy powiększająca się nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Pierwsza edycja FM-a ruszyła w 2005 roku, choć historia początków menadżerów piłkarskich jest o wiele dłuższa. Już wtedy „twórcy” talentów potrafili z dużym prawdopodobieństwem oszacować, który zawodnik w przyszłości może zostać gwiazdą, kto otrze się o reprezentację, zostanie solidnym ligowcem lub po prostu przepadnie. Oczywiście cały czas zdarzają się również klopsy, ale przy tak ogromnych ilościach zawodników to nieuniknione.

Zanim jednak zapytaliśmy researchera Wisły Płock o kilka interesujących nas spraw, zapoznajcie się z całym artykułem lub chociaż zobaczcie fragmenty, w których jest o nim mowa:

goral
recaZ perspektywy kominów: Powiedz kiedy zacząłeś pracę jako researcher Wisły Płock? Jak w ogóle do tego doszło? Jak wyglądała rekrutacja?
Researcher Wisły Płock: – Latem 2010 roku na jednej z polskich stron o FM-ie pojawiło się ogłoszenie dotyczące tego, że jest kilka polskich klubów bez swoich researcherów. Przeczytałem w newsie o co właściwie chodzi, na czym to polega, no i dostrzegłem, że wymieniona jest Wisła Płock. Chodziło wtedy o FM-a 2011, więc byłem wtedy jeszcze małym gnojkiem. Zgłosiłem się, ale potem nagle się wycofałem – w sumie nie pamiętam czego się przestraszyłem. Rok później ponownie pojawiło się ogłoszenie dotyczące edycji 2012 i znów przywołano Wisłę. Tutaj jednak po zgłoszeniu się byłem już zdecydowany i gdy okazało się że spełniam odpowiednie wymogi (znajomość angielskiego, chodzenie na mecze i ewentualnie treningi, duża wiedza o klubie, obiektywizm i tego typu rzeczy) – zaakceptowano mnie. Swoją drogą wyszła z tego zabawna sytuacja, bo Mateusz Gietz przyjął mnie tylko dlatego, że przede mną zgłosił się gościu, który jednak nie odpowiadał potem na wiadomości, więc i ja zająłem jakby jego miejsce. Gdy byłem w liceum, poszedłem raz na orlika z kolegami i poznałem się z jednym typkiem (oczywiście później zostaliśmy dobrymi kolegami od piłki, imprez itd.), który właśnie mówił, że ktoś mu zajął miejsce w researchingu Wisły. Jemu padła poczta i nie wysyłała w ogóle wiadomości, a on nawet o tym nie wiedział. Oczywiście miejsce zająłem mu właśnie ja. Świat jest jednak mały, co? A pewnie gdyby nie awaria jego e-maila, to w ogóle bym się nie bawił w researching.

wisla-plockwisla-plock_-ogolneO wszystkim zadecydował więc przypadek, a teraz na łamach największego portalu sportowego w Polsce chwali Cię najważniejsza osoba polskiego FM-a. Jak na to zareagowałeś?
– Zawsze to fajne uczucie, gdy ktoś docenia Twoją pracę – tym bardziej jeśli chodzi o pracę z pasji, charytatywną. A jeśli przychodzi to nie tylko w prywatnej rozmowie, a na łamach największego piłkarskiego portalu w Polsce to tym bardziej miło. Fajnie, że niektórzy teraz mogli dowiedzieć się jak to wszystko wygląda od środka. Że to nie jest tak jak na przykład w FIFIE, gdzie te profile wszystkich polskich piłkarzy ustala 5 osób na krzyż, przez co często te profile nie mają żadnego odbicia w rzeczywistości. Tutaj przy każdym aspekcie jest masa pracy. Grunt jednak, że sprawia nam to frajdę, bo wiemy, że dzięki temu cała Polska piłka jest w FM-ie piekielnie realistycznie odwzorowana.

To może przybliż nam jak wygląda twoja praca? Domyślamy się, że codziennie, czy też po każdym meczu nie musisz ingerować w atrybuty danego zawodnika. W takim razie jak często i co dokładnie robisz?
– Zmienianie atrybutów zawodnika z dnia na dzień jest wręcz niewskazane. Każdy zawodnik powinien być docelowo obserwowany przez około pół roku – tak aby mieć pewność, że nic nie jest ustalone ani określone na wyrost. Potrzebna jest chłodna głowa. Podam może konkretny przykład – Piotr Darmochwał. Gwiazda I ligi w Stomilu Olsztyn, która po przyjściu do Wisły mocno przygasła. Nie można mu od razu drastycznie obniżać umiejętności, a po prostu zwyczajnie dać czas na rehabilitację. Zamiast gwałtownie ciąć umiejętności stricte piłkarskie, muszę wyczuć co jest przyczyną jego słabszej gry. Dlatego zamiast upierać się, że nagle stał się przeciętniakiem, to poszedłem w stronę psychiki i mentalności. Obniżyłem mu takie atrybuty jak odporność na presję czy też stabilność formy. Działa to też w dwie strony. Nie mogę po jednej życiowej rundzie Mikołaja Lebedyńskiego zrobić go czołowym napastnikiem w Polsce. Musi udowodnić swoją wartość również w kolejnej rundzie. W najbliższej może się zaciąć, i co? Co pół roku miałbym losować jego umiejętnościami i potencjałem? Tak to wygląda z każdym piłkarzem – wszystko musi być dokładnie przemyślane. A co jeszcze robię… Właściwie po prostu wszystko to, co widzimy w grze. Pierwsze z brzegu to historia klubu i jego legendy, typ kibiców, ocena bazy treningowej i szkółki piłkarskiej oparta na dogłębnej analizie ostatnich piłkarzy i wychowanków, profile członków sztabu szkoleniowego, piłkarzy, czyli ich atrybuty, pozycje, cechy mentalne, firmowe zagrania, ulubieńcy z szatni… I wiele, wiele więcej, jak reputacje klubów czy charaktery piłkarzy. Tego jest cała masa.

Wiemy już, że jeśli do Wisły Płock przychodzi nowy zawodnik to otrzymujesz jego profil sporządzony wcześniej przez innego researchera. Zdarzały się przypadki zawodników twoim zdaniem za bardzo przecenianych lub też wyraźnie niedoszacowanych?
– No niestety nie zawsze profil zawodnika jest sprawiedliwie określony. Ciężko mi teraz kogoś powiedzieć z pamięci, ale na pewno profil Wojtka Zyski był bardzo przeceniony, bo nie dość, że był mocny już na teraz, to miał ustawiony bardzo wysoki potencjał. Rzeczywistość chłopaka niestety dość mocno zweryfikowała, bo dziś gra bodajże w III lidze. Zdarzały się też jednak przypadki, że dostawałem kogoś zbyt słabego i nawet bez dłuższego obejrzenia go w akcji zdawałem się na swój nos i od razu go poprawiałem. Tak było z Jackiem Góralskim i paroma innymi piłkarzami.

Po lekturze artykułu Leszka Milewskiego wiadomo również, że w Polsce profile piłkarzy opracowywane są skrupulatnie. Nie masz wrażenia, że zawodnicy przychodzący do Polski na przykład z Czech, Bułgarii czy Serbii mają zawyżone atrybuty i dopiero po pół roku możesz realnie odzwierciedlić ich rzeczywiste umiejętności?
– Zdarza się, że tak jest. U nas jeśli ktoś mocno wierzy w jakiegoś piłkarza i zrobi go bardzo mocnego, to musi zwyczajnie udowodnić, że warto mu zaufać. Dlatego margines błędu, jeśli chodzi o ocenienie umiejętności i potencjału danego piłkarza, z roku na rok jest u nas coraz mniejszy. Dzieje się tak dlatego, że na przykład ja, czyli ktoś kto jest blisko Wisły Płock, automatycznie widzę w akcji masę innych piłkarzy z I ligi. Jeśli mam zatem jakieś uwagi do obcego klubu czy piłkarza z I ligi to również mogę mieć wpływ na ich tworzenie. Wszyscy staramy się sobie pomagać. W krajach, które wymieniłeś podchodzi się do tego nieco luźniej i tam naprawdę niewiele potrzeba, by szybko zrobili z kogoś klasowego piłkarza. Często taki zawodnik, który w grze jest znacznie lepszy od naszych pierwszoligowców, w rzeczywistości nie zachwyca. Idealnym przykładem jest tutaj chyba Rumen Trifinov z Miedzi Legnica. Gdy przyszedł do Polski to w grze miał atrybuty na poziomie topu ekstraklasy – był to wynik luźnego researchingu w Bułgarii. Bo jak wiemy Bułgar przecież wcale na boisku szału nie robi. Pokazuje to tylko gdzie researching jest po prostu lepszy i sprawiedliwszy.

Wracając do tematu Wisły. To z „odkrycia” Jacka Góralskiego jesteś najbardziej zadowolony?
– Zdecydowanie tak. Gdy przyszedł do nas, to od razu mi się rzuciła w oczy jego gra i już wtedy wiedziałem, że ma w sobie coś szczególnego. Z miejsca ustawiłem mu mocne atrybuty psychiczne i niezłe fizyczne. Widoczne braki miał za to w technice, więc tak idealnie nie było. Ustawiłem mu jednak duży potencjał, bo czułem, że chłopak da radę. Właśnie wtedy pierwszy raz musiałem się tłumaczyć, czemu jakiegoś no-name’a z niskiej ligi robię nagle takiego mocnego. Jak się jednak okazało – miałem rację. A jestem przekonany, że Góral nie powiedział jeszcze w Jadze ostatniego słowa.

goralskijacek-goralski_-widok-ogolny-profilTrochę piłkarzy przewinęło się przez twoją „karierę” w Football Managerze. Kim oprócz Góralskiego możesz się jeszcze pochwalić?
– Pierwszy na myśl przychodzi mi Krzysiek Kamiński, który robił potem świetną robotę w Ruchu Chorzów. Z tych piłkarzy, których zrobiłem jakoś wyraźnie lepszych od reszty i  rzeczywiście się wybili, to mogę wymienić Ricardinho i Kamila Bilińskiego. No i poniekąd do tego grona można jeszcze zaliczyć Fabiana Hiszpańskiego.

Ricardinho przez Lechię Gdańsk i mołdawski Sheriff Tyraspol trafił do Al-Sharjah SCC ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a Krzysztof Kamiński przez Ruch Chorzów do japońskiego Júbilo Iwata. Dobrze rozumiemy, że przygotowane przez Ciebie profile tych zawodników będą teraz uaktualniane przez researcherów z ZEA i Kraju Kwitnącej Wiśni? Śledzisz, a może będziesz śledził ich losy, także te FM-owe?
– Tak, oni w momencie odejścia z Wisły nie są już oczywiście pod moją ręką. Zdarzało mi się czasem jednak, że jeśli jakiś zawodnik trafił z Wisły do innego klubu to researcher jego nowej drużyny odzywał się do mnie by się czegoś o nim dowiedzieć. Jeśli chodzi o drugą część pytania, to zawsze śledzę dalsze losy byłych zawodników Wisły – szczególnie tych co grali coś ciekawego. Choćby z tego powodu, czy na przykład researcher Jagiellonii ma podobne zdanie o Góralskim jak ja.

Wiadomo, że w przypadku dużej liczby zawodników musiały zdarzyć się też jakieś pomyłki. Kogo w takim razie oceniłeś zbyt wysoko, a w kim pokładałeś zbyt duże nadzieje?
– Takich zawodników też się sporo trafiło, jednak w sumie nie zawsze było to z mojej winy. Pierwszy na myśl przychodzi mi Damian Adamczyk – nadzieja Wisły, niegdyś reprezentant młodzieżówki. Jego zniszczyły jednak kontuzje. Materiałem na znakomitego bramkarza był Daniel Szczepankiewicz – tutaj nie wiem co poszło nie tak, chyba słaba głowa. Sporo wcześniej byli jeszcze Krystian Pomorski, Damian Drężewski i Mateusz Pielak. Byli w kadrze pierwszej drużyny, ale jakoś nie potrafili chyba po prostu płynnie przejść z wieku juniora na seniora. Chyba był problem, ale teraz mogę się tylko domyślać. Zapowiadali się bardzo dobrze…

Z obecnej drużyny Nafciarzy najwyżej oceniłeś wspomnianego Arkadiusza Recę. Oprócz niego w Wiśle jest jeszcze kilku młodych zawodników jak chociażby Stępiński, Szymiński, Jabłoński, Łysiak, a nawet Kun. Któryś z nich ma szansę na poważniejsze zaistnienie w polskiej piłce?
– Zgadza się, największe PA (Potential Ability, czyli nic innego jak szacowany potencjał danego zawodnika. W FM jest to wartość od 0 do 200 – przyp.) ma ustawione Arek. Na to składa się wiele czynników – gra w młodzieżówce, wiek, znakomite przygotowanie fizyczne, liczby wykręcane w lidze. Po prostu widać, że coś z niego będzie, oczywiście jeśli głowa wytrzyma. Oprócz Recy, największe nadzieje pokładam w rok starszym Przemku Szymińskim. Tak odpowiedzialna gra na stoperze w tym wieku jest naprawdę niespotykana. Duże możliwości mają jeszcze Stępiński i Łysiak. O ile Patryka kibice Wisły (i nie tylko) już znają i wiedzą, że ma duży talent, o tyle o Łysiaku słychać głosy, że ma talent, ale nikt dotychczas tego nie widział. Czuję jednak, że jakby dostał porządną szansę, to by ją wykorzystał. Z drugiej strony jednak Lebedyński nie dawał jesienią żadnych podstaw, żeby go zmienić… Kun, Bąk czy Hiszpański są nieco starsi, ale też na pewno jeszcze się rozwiną. Fajnie, że w Wiśle jest też miejsce dla kolejnych wychowanków. Mam tu na myśli Jabłońskiego i tych najmłodszych, czyli Kurka oraz wypożyczonego już Radwańskiego.

reca-1arkadiusz-reca_-widok-ogolny-profil-2Myślisz, że polskie kluby w poszukiwaniu nowych zawodników mogłyby, może nie tyle co korzystać, ale chociaż podpierać się Football Managerem?
– Może zabrzmieć to śmiesznie, ale moim zdaniem naprawdę tak. Wystarczy tylko, że wspomnę iż dostęp do bazy FM-a wykupił swego czasu angielski Everton, a nie tak dawno umowę ze Sports Interactive dotyczącą korzystania z bazy podpisała znana i szanowana na całym świecie platforma analityczna ProZone! To jest niesamowity zbiór informacji, które wprowadzają osoby będące blisko klubu, więc nic nie jest tutaj robione na ślepo. To nie robiona na odwal FIFA, gdzie najlepszy w ekstraklasie jest chyba Pawłowski, a w samej czołówce Celeban. Litości. W FM-ie nie dość że każdy poważny klub ma przypisaną co najmniej (!) jedną, odpowiedzialną osobę, to w dodatku wszyscy możemy wymieniać się opiniami i w gruncie rzeczy zawodnicy i kluby są opracowywane przez kilka osób. Dzięki temu z roku na rok baza jest coraz doskonalsza. Teraz już nie jest niespodzianką że ktoś trafi z jakimś talentem, czy rzeczywiście idealnie odwzoruje danego zawodnika czy klub. W sumie tak luźno patrząc, to fajną opcją dla niektórych klubów byłoby szukanie talentów czy tam jakichś ciekawych zawodników w FM-ie, a potem branie takiego grajka na pół roku pod lupę – tyle że już w rzeczywistości.

Mateusz Gietz powiedział Leszkowi Milewskiemu, że sam nie gra w FM-a zbyt często. Jak to wygląda u Ciebie?
– Ja w sumie też ostatnio gram rzadko. Wszystko to przez natłok obowiązków. A tym bardziej nie pali mi się jakoś do gry, bo właśnie skończyliśmy prace nad zimowym uaktualnieniem bazy, czyli poprawkami po rundzie jesiennej. Poczekam do wyjścia nowiutkiego patcha w marcu i wtedy może coś sobie ruszę.

Na koniec powiedz nam co każdy researcher ma ze swojej pracy?
– Jeśli chodzi o rzeczy materialne to nie są one istotne, bo robimy to z pasji, jednak symbolicznie wybrani researcherzy otrzymują od Sports Interactive przedpremierowo nową edycję gry. Przede wszystkim robimy to jednak dla satysfakcji i pasji. To daje też duże doświadczenie, bowiem oglądając mecz i zawodników zacząłem inaczej patrzeć na same mecze i zawodników. Głębiej. Wystarczy przytoczyć przykład Dimitara Ilieva, który moim zdaniem jest absolutnie najlepszym piłkarzem I ligi i bez problemu poradziłby sobie w topowych klubach ekstraklasy. Wielu kibiców jednak nie widzi jego klasy i najchętniej posadziliby go na ławce… O tym że FM może nauczyć nowego spojrzenia na mecz mówiło zresztą wielu trenerów i piłkarzy, którzy grają regularnie w FM-a. Mam tu na myśli na przykład Jerzego Engela juniora, czy Sebastiana Milę. Jako ciekawostkę mogę podać, że w FM-a grają lub grali Michał Żyro, Maciej Makuszewski (robiłem z nimi nawet kiedyś wywiady na jedną ze stron o FM), czy były Nafciarz Filip Burkhardt. Gdzieś w Internecie wyczytałem że z FM-em związani też byli Andre Villas-Boas, Jose Mourinho czy David Moyes (i właśnie to on zaproponował, by Everton podpisał umowę ze Sports Interactive).

Rozmawiał Mateusz Lenkiewicz

Jak widać pozornie banalna sprawa jaką jest pasja do piłki nożnej połączona z grą w Football Managera, także może dawać ludziom radość i satysfakcję. Satysfakcję, której prawdopodobnie nie odczuwaliby nigdzie indziej. A to przecież „tylko” obecność przy ulubionej dyscyplinie sportu, ukochanym klubie i „swoich” zawodnikach.

Rozmówca prosił o zachowanie anonimowości.