Przygodę z dorosłą piłką zaczynał akurat w momencie, gdy w Płocku kończyły się tłuste lata. Spadek z ekstraklasy, a nawet do II ligi. Prawdziwy rollercoaster. W I lidze debiutował przeciwko Nakoulmie, trenował z Ricardinho i Sekulskim, z którym do dziś utrzymuje kontakt. Zagrał u Libora Pali, mimo że ma „tylko” 179 cm wzrostu. Wychowanek Nafciarzy, próbował sił w sędziowaniu, dziś piłkarzy ubezpiecza i gra w najbardziej wiślackim zespole na świecie – Błękitnych Raciąż. Panie i panowie: Daniel Mitura.

Z perspektywy kominów: Trochę poszperaliśmy. W I lidze zadebiutowałeś w sezonie 2008/2009. Miałeś 18 lat. Jakie to uczucie? Dodajmy, że był to mecz z Górnikiem Łęczna. Po jednej stronie Prejuce Nakoulma, po drugiej ty.
Daniel Mitura: Przyznam, że aż mi ciarki przeszły jak o tym pomyślałem. Wszedłem chyba na 15 minut, zrobiłem 20 wślizgów, choć jak ktoś mnie zna to wie, że z tego nie słynę. Mogłem nawet strzelić bardzo ładną bramkę Jakubowi Wierzchowskiemu. Wyciągnął się jednak jak struna i nie dałem rady. Przeżycie mega, mega fajne. To naprawdę było moim marzeniem. Jak byłem takim małym chłopcem to było moim priorytetem. Nie myślałem o kadrach Polski czy Manchesterze United. Chciałem po prostu zagrać w pierwszej drużynie. Te marzenia z czasem się zmieniały, wiadomo.

To była końcówka sezonu 08/09. Myślałeś wtedy, że w przyszłym sezonie dostaniesz więcej szans? Później były jeszcze jakieś 2-3 mecze. Nie było jeszcze pewne utrzymanie, a wpuszczono młodych chłopaków – ciebie i twojego rówieśnika, Łukasza Sekulskiego. Zawsze jakiś sygnał dla młodych. Wpuścili naszym zdaniem dwóch najlepszych z tego rocznika.
Wlało to we mnie dużo optymizmu. Zadebiutowałem, ponieważ zmienił się trener. Później ten trener został zwolniony i przyszedł nowy, Dariusz Kubicki. Na początku szło mi dobrze, dostawałem szanse, sprawdzałem się. Już chodziły głosy, że zaraz będę podchodził pod pierwszy skład, bo zmiany w moim wykonaniu całkiem fajnie wyglądały. Pamiętam, był taki mecz, miałem grać od pierwszych minut, jednak trener postanowił, że tak nie będzie. Zagrałem mecz z GKS-em Katowice i od tamtej pory nie powąchałem już murawy. To był taki mecz, że w ogóle nie miałem siły, byłem chyba źle przygotowany. Wszedłem na pół godziny, a tam trzeba było gonić wynik. Nie sprawdziłem się, nie ma co tutaj czarować. Takim moim niefartem było to, że nie dostałem już więcej szans w I lidze.

Jak spadaliście do drugiej ligi, to jakieś większe nadzieje? Poziom niżej…
Nadzieje były duże, ponieważ musiało grać dwóch młodzieżowców, przyszedł Krzysiek Kamiński, który obecnie robi karierę w Japonii, a do tego był Łukasz Sekulski i młodsi zawodnicy z juniorów: Mateusz Lewandowski, Fabian Hiszpański i Damian Adamczyk. Trochę w tym wszystkim przeszkodziła mi kontuzja, której lekarze nie potrafili zdiagnozować. Byłem chyba u pięciu specjalistów i żaden nie wiedział co mi jest. Miałem duży dyskomfort w stopie przy oddawaniu strzałów. Tak się z tym bujałem, aż zoperowałem po trzech latach.

Wszystkie wpisy o tym, że nie grałeś w bazie 90minut.pl były spowodowane tą kontuzją?
Ta kontuzja się ciągle odnawiała. Nawet jak ją zaleczyłem, to i tak nie było 100%. Mogłem normalnie funkcjonować, ale trochę oszukiwałem swoją stopę. Jak się oddaje strzał, to jest automat. Ja, żeby oddać strzał, musiałem pomyśleć o tym jak ułożyć stopę, żeby nie bolało. To był mój mankament. Później to zoperowałem, przyszedł nowy trener, Jarosław Araszkiewicz w II lidze. Też dawał mi trochę grać, miałem trochę zaufania.

Po Araszkiewiczu trenerem był Mieczysław Broniszewski, a po nim Libor Pala – co o nim powiesz?
Fenomen i to taki, że się w głowie nie mieści.

Raz wpuścił cię w 29 minucie, a w 67 zdjął.
To była moja pierwsza i ostatnia „wędka” jak na razie. Zacznijmy może od tego, jak to wyglądało. Byłem po operacji. W klubie doszło do wymiany zarządu, przyszedł prezes Krzysztof Dmoszyński. Pomimo dobrych wyników zwolnili trenera Araszkiewicza i zatrudnili Broniszewskiego. Razem z Markiem Końko sprowadzili bardzo dużo różnych ludzi, niekoniecznie najlepszych. To było około dziesięciu nowych osób. Ja wracając po kontuzji zostałem „odpalony” do rezerw. W rezerwach się odbudowałem, regularnie strzelałem bramki. W międzyczasie zmienił się trener pierwszego zespołu i przyszedł wcześniej wspomniany szkoleniowiec. Zaprosił mnie na czwartkową grę. Wypadłem na tyle dobrze, że wziął mnie do meczowej osiemnastki na mecz ligowy z Termaliką.

Mimo, że nie miałeś 180 cm wzrostu! [Libor Pala uważa, że piłkarz powinien mieć minimum 180 cm wzrostu]
Racja, 179.

To byłeś drugi po Jacku Góralskim, który się załapał mając poniżej 180!
Dla Roberta Chwastka nie był na tyle wyrozumiały – miał 172 cm, a chciałbym zaznaczyć ze bardzo dobrze wyglądał przez dwa sezony.

Dobre kryterium…
Wziął mnie na mecz. W 5. minucie poszedłem się grzać, strasznie wkurzył się na Sekulskiego. Nie wyszło mu dośrodkowanie, ale później „Sekul” zrobił ze dwie akcje i już nie chciał go zmieniać. Cały Pala. W 10. minucie rozgrzewać przyszedł się Ricardinho. Nie potrafił mówić zbytnio po polsku, ale podchodząc do mnie pokazał gestem, że Pala to świr.

Libor Pala to fanatyk swojego stylu gry. Grając u niego masz wrażenie, że on trzyma pada od konsoli i cały czas tobą steruje. Przed meczem rozpisywał 15 plansz odnośnie taktyki. Z racji tego, że byłem w tej drużynie od 2 dni, nauczyłem się ustawienia przy stałych fragmentach tylko dla skrzydłowych, ponieważ jest to moja nominalna pozycja. Pech chciał, że Jacek Góralski zerwał wiązadła w kolanie i musiałem za niego wejść, przejmując jego obowiązki przy stałych fragmentach gry. Kompletnie nie wiedziałem gdzie się ustawiać, a on wariował na ławce. To by mój pierwszy i ostatni mecz u ”Liborka”.

Zagrałeś ile? 40 minut.
Aż 40 minut mi się udało! Gość jest niemożliwy, Każdy musiał mieć getry naciągnięte na spodnie, bo jak miałeś schowane to byłeś „pizdą”. Jeżeli chodzi o jego absurdy taktycznie to w każdej sytuacji trzeba było robić obiegi, nawet na 5 metrze od bramki przeciwnika! Jak zagrałem w rezerwach słabszy mecz to powiedział mi, że nie powinienem dostać obiadu. Trochę żałuję, że wtedy bałem się odezwać. Z biegiem czasu myślę, że należało mu się…

Coś byś mu dzisiaj powiedział?
Hmmm… Zostawię to dla siebie.

Damian Jaroń w wywiadzie dla Gramy bez bramkarza, też o nim wspominał.
Czytałem. Fajna sytuacja była też z  Łukaszem Skrzyńskim – nie pozwalał mu się rehabilitować. Radka Kursę zjechał, że nie ma zasznurowanych butów na ławce. To były jaja, niesamowite.

Najlepszy sezon w Wiśle, pod względem występów, to chyba ten ostatni, już za Marcina Kaczmarka. Regularnie pojawiałeś się na boisku.
Fakt, często wchodziłem z ławki. Fajny był też okres przygotowawczy w zimie. Łukasz Sekulski strzelił najwięcej bramek w sparingach, ja byłem drugi albo trzeci. Miałem nawet rozmowę, że będzie już ok, że w końcu się dobiję. Zagraliśmy jeden mecz z Concordią Elbląg. Wszedłem wtedy na 10 minut. Mecz w śniegu, wygraliśmy 3:0. Później była ponad dwutygodniowa przerwa, spowodowana warunkami atmosferycznymi. Śnieg spadł i nie dało się grać. Mieliśmy wtedy sparingi ze słabszymi drużynami. Tomek Grudzień słabo wyglądał w okresie przygotowawczym, byłem przed nim w hierarchii. Za to jak graliśmy z tymi słabszymi drużynami z regionu, nastrzelał dużo bramek, nabrał pewności siebie. Trener wpuścił go na Zniczu. Strzelił bramkę i tak poszło, że on, „Sekul” i „Dino” [Bartłomiej Sielewski – przyp. autora] praktycznie w trójkę zrobili nam awans. Wtedy po prostu miałem pecha. Szkoda, bo w sparingach strzelałem bramki, notowałem asysty i miałem sygnały od trenera, że dobrze mi idzie. Na moje nieszczęście komuś poszło lepiej. Choć może to i szczęście, bo odszedłem i trochę odżyłem w III ligach.

Jak się czuje wychowanek, który w Wiśle spędził większość życie, a w końcu musiał odejść? Jak to w ogóle wyglądało?
Porozmawiałem z trenerem Kaczmarkiem. Powiedział mi, że lepiej będzie jak pójdę ogrywać się do II ligi. Ogólnie miło go wspominam. Odpalił mnie, ale robi teraz fajną robotę i dobrze, że jest jak jest. Chłopaki mają szansę na awans i jest ok.

Trafiłeś blisko, bo do Kutna. Zasięgnęliśmy języka i ustaliliśmy, że dobrze tam grałeś.
Strzeliłem 7-8 bramek, miałem dużo asyst. Myślę, że było ich koło 15. Zajęliśmy piąte miejsce. Dobrze mi się grało i trochę odżyłem.

Ale MKS się rozpadł. Potem była Sparta Brodnica, też III liga.
Dali nam samochód i dojeżdżaliśmy. Było nas sporo z Płocka: Adrian Bieńkowski, Mateusz Śnieć, Łukasz Stański. W Sparcie jako beniaminek po 10 kolejkach mieliśmy pierwsze miejsce. Później przyszło trochę kontuzji i rundę skończyliśmy chyba na siódmej lokacie.

Po rundzie jednak stamtąd odszedłeś.
Nie do końca podobało mi się zarządzanie tym klubem. Dostałem też pracę w PZU. Dogadałem się z Błękitnymi Raciąż. W moje sprowadzenie zaangażował się prezes Błękitnych – Robert Dobies. Klub nie chciał się zgodzić na moje odejście zimą, jednak prezes był na tyle zdeterminowany, że udało mu się pozyskać mnie i Adriana Bieńkowskiego.

Prezes Dobies jest niemożliwy, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Myślę, że nie ma takich ludzi w piłce nożnej. Nawet sam Kamil Majkowski, który trochę w tej piłce zobaczył, przyznaje że nie spotkał jeszcze takiego człowieka.

Kamil Majkowski to też jest materiał na rozmowę. Zaczynał grać z Arielem Borysiukiem i Maciejem Rybusem w Legii Warszawa, jednak zahamowały go kontuzje. Swego czasu grał także w Płocku. Był to materiał na topowego gracza, ale w wywiadzie dla Mazowieckiej Piłki, mówił że w Raciążu mu na tyle dobrze, że nie myśli już o tym, aby iść gdzieś wyżej.
To jest mój dobry kolega i mam bardzo podobne zdanie. W zimie miałem kilka propozycji – Widzew, ŁKS, bardzo konkretne. Miałem też zaproszenie do I ligi na testy.

Dolcan Ząbki?
Nie, nie chcę o tym mówić.

Mówisz, że do Raciąża trafiłeś zimą, ale chyba nie grałeś tam od początku?
To była IV liga, a tego nie ma 90minut. Było kilka punktów straty, a chcieli zrobić szybki awans. Zaangażowali się, żeby nas pozyskać. Ja też naciskałem Tomka Grudnia, żeby do nas przyszedł. On już chciał odpuścić, ponieważ pracował w „Purze”, ale jakoś się udało i suma sumarum zrobiliśmy awans i kopiemy się w III lidze.

Aż tak to się chyba nie kopiecie?
Jest niezła ekipa, przyszedł dobry trener – Karol Szweda. Człowiek z pasją, dużo się uczy. Warsztat ma dużo lepszy niż niejeden trener z nazwiskiem, z którymi miałem przyjemność lub nieprzyjemność pracować.

Lepszy niż Libor Pala?
Na pewno.

Jak oceniasz poprzednią rundę w swoim wykonaniu? Liczbowo było całkiem, całkiem.
To mnie trochę zdziwiło, bo nie była aż tak dobra. Minutowo było ok, ale miałem dużo kontuzji, mikrourazów. Najpierw przywodziciel, cały czas na lekach przeciwbólowych, przeciwzapalnych. Później złamałem nos ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, już drugi raz w ciągu dwóch lat.

Czyli grałeś w tzw. masce Zorro?
Grałem, pożyczyłem taką uniwersalną. Bardzo mi przeszkadzała i zdjąłem ją po 30 minutach. Zaryzykowałem. Potem jeszcze jakiś przeprost w łokciu. Cały czas takie granie na pół gwizdka.

A jak teraz jest ze zdrowiem?
Lepiej, chociaż koledzy i tak się ze mnie śmieją. Jak było wkupne – wiecie o co chodzi?

Domyślamy się, chociaż nigdy nie byliśmy.
Żałujcie, bo jest fajnie. Kolega wierszyk ułożył. „Daniel Mitura, a to kosteczka, a to łydeczka, tylko słuchać jak woła – maser ściereczka”. Coś w tym jest, ponieważ trochę przeszkadza mi te moje zdrowie.

Gdyby nie zdrowie osiągnąłbyś więcej? Widziałbyś się w drugoligowej drużynie?
II liga to nie jest jakaś wielka różnica. Gdybym postawił na piłkę i nie zajmował się pracą, to myślę, że byłbym w tej II lidze. Nie zależy mi jednak na tym. Mam dobrą pracę, a do tego gram w fajnym, poukładanym klubie. Teraz przyszli koledzy chociażby z Rakowa Częstochowa i mówią, że w Raciążu są warunki jak na II ligę. Ludzie ze Śląska twierdzą również, że na Mazowszu można zarobić naprawdę dobre pieniądze. W niektórych klubach w III lidze płacą nawet 5 tysięcy złotych, a nieraz i więcej.

Bo te kluby chcą szybko awansować.
Chodzi o to, że jak grałem 2 lata temu w Kutnie, które zresztą winne jest mi jeszcze 2 wypłaty, to płaciło 4-5 klubów, a aktualnie praktycznie wszędzie jest ciągłość finansowa.

Drużyny z III ligi jeżdżą teraz na obozy za granicę. Pogoń Grodzisk Mazowiecki pojechała do Austrii. To było na zasadzie miasta partnerskiego czy coś, ale sam fakt, że 30 chłopa pojechało za granicę.
A Polonia Warszawa pojechała na Cypr…

Ogólnie jak oceniasz poziom łódzko-mazowieckiej III ligi? Grają tam przecież ciekawe zespoły: rezerwy Legii, Polonia, ŁKS, Świt.
Poziom jest coraz wyższy. Pomału zaczyna mi brakować czasu przez pracę, ale nie chcę odpuszczać. Granie w piłkę sprawa mi za dużą frajdę. Dopóki mogę, to chcę kopać. Nie chcę robić kariery, ale chcę grać w III lidze.

Wyróżnia się ktoś z tych zawodników, którzy przeciwko wam grają?
Przeważnie wyróżniają się zawodnicy, którzy wcześniej grali w wyższych ligach. a praktycznie w każdym zespole są tacy ludzie. Takie zespoły jak Polonia, Świt, Lechia czy Sokół mają atrakcyjną kadrę jeżeli chodzi o CV piłkarzy.

A ty grasz bardziej, żeby podtrzymać formę, czy hobbystycznie?
Myślę, że aby podtrzymać formę, hobbystycznie i nie ma co ukrywać – także żeby zarobić. Trenujemy praktycznie 4 razy w tygodniu, w weekend jest mecz. Pracuję do 15, później jadę na trening i wracam o 20.

Wasz cel na ten sezon to utrzymanie? Liga jest reorganizowana, większość spadnie.
Będzie ciężko. Jest 18 drużyn, a zostanie 7. Jesteśmy w strefie spadkowej, niby niedużo brakuje do bezpiecznej strefy. Z drugiej strony jak się patrzy jakie ekipy są przed nami – ŁKS, Świt, Polonia, Legia, Ursus, Sokół. Będzie bardzo ciężko, ale nie składamy broni. Może być jeszcze tak, że mniej drużyn spadnie, zobaczymy, walczymy. Klub pościągał zawodników z II ligi, przyszło kilku z Wisły Płock i jest dużo silniejszy skład niż w poprzedniej rundzie.

Wróćmy do I ligi. Razem z tobą grać w Wiśle zaczynał inny zawodnik z rocznika 90 – Łukasz Sekulski, który jako jedyny robi jakąś karierę. Niektórzy ciągle nazywają go młodym talentem, a on jest w twoim wieku (25 lat).
To mój  dobry kolega, cały czas utrzymujemy kontakt. Powiem szczerze że często bywało tak, że był najlepszy na treningach. On potrzebuje zaufania od trenera. W I lidze wchodził, coś mu nie szło i był zdejmowany. Zobaczcie co zrobił w Stalówce – po pierwszej rundzie miał już króla strzelców.

Niedawno trafił do Korony, a tam odpalił Airam Cabrera…
Odszedł po to żeby grać. Na jego nieszczęście Cabrera w tej rundzie to obecnie najskuteczniejszy zawodnik ekstraklasy.

Sekulski strzelił bramkę w Ekstraklasie. Jakie jest twoje największe, niespełnione marzenie piłkarskie?
Takie same – strzelić bramkę w Ekstraklasie.

Oczami wyobraźni widziałeś swój debiut?
Na pewno. Jak byłem małym chłopcem chciałem zagrać w Wiśle. Z biegiem czasu jak już zadebiutowałem to marzenia się zmieniały, jednym z nich było zagranie i strzelenie bramki w ekstraklasie.

Kto w takim razie był najlepszym zawodnikiem, z jakim grałeś?
Bez wątpienia Ricardinho.

Teraz gra Zjednoczonych Emiratach Arabskich, kupili go za 1,5 mln euro. Ciekawy zawodnik.
Mega umiejętności, praktycznie z każdej sytuacji potrafił strzelić bramkę. Jeśli chodzi jeszcze o Sekulskiego, to moim zdaniem gdyby dostał kilka szans od trenera, to by odpalił. Uwierzcie mi, że ma duże umiejętności, na ekstraklasę spokojnie. Nie dostał jeszcze prawdziwej szansy na pokazanie swojego potencjału. Jestem przekonany, że uda mu się zaistnieć w ekstraklasie.

Najlepszym piłkarzem, z którym trenowałeś był Ricardinho. A najlepszy trener? Kto miał na ciebie największy wpływ?
Osobiście najbardziej cenię Adama Majewskiego. Przez cały pobyt w Wiśle bardzo mi pomagał. Miałem przyjemność jeszcze z nim grać, przed tym jak zawiesił buty na kołku. Myślę, że jakby jeszcze wrócił do piłki to nieodstawał by w pierwszej lidze, a niektórym pokazałby jak się gra w piłkę. Jako trener przekazał mi bardzo dużo informacji odnośnie taktyki. Na odprawach taktycznych potrafi mówić 20 minut i ani razu nie powie „yyy”.

Skończmy tematy piłkarskie. W pewnym momencie zorientowałeś się, że piłka to nie będzie to. Nie będzie ekstraklasy, reprezentacji. Kiedy to dokładnie było? Jak odpalili cie z Wisły, po ofercie z PZU?
Próbuję to sobie ułożyć. Jak odchodziłem z Wisły to były już pierwsze myśli, że nie. Potem grałem w Kutnie i jeszcze coś tam kombinowałem, żeby pograć. Dostałem jednak ofertę z PZU i powiedziałem sobie dość.

Ostatnio dużo mówi się o juniorach. Wmawia im się, że wszyscy będą grali, że będą duże pieniądze. Koniec końców wielu odpada i gotówka się kończy.
Spotykałem się z tym, że bardzo dużo osób się gubi. Są duże pieniądze, przyzwyczajasz się do łatwego zarobku, a nagle kończy się piłka i pieniędzy nie ma. Do pracy nie chce się iść, a często jak ktoś pójdzie, to za najniższą krajową.

Praktycznie wszyscy moi koledzy poszli do szkoły sportowej – „70”. Ja poszedłem do V liceum. Jak zaczynałem trenować z pierwszym zespołem to trenowałem tylko popołudniami. Chciałem dobrze przygotować się do matury. Udało się skończyć studia. Trochę przez kontuzje, bo miałem wtedy dużo wolnego czasu. Zrobiłem licencjat z wychowania fizycznego, natomiast magisterkę z administracji. Jakieś tam wykształcenie mam.

Przeszedłeś w Wiśle wszystkie szczeble juniorów. Jak to wyglądało? Trening sportowy to jedno. Mówił ktoś piłkarzom, że może się nie udać? Ilu was było w roczniku? Dwudziestu kilku. Przebiłeś się ty i Łukasz Sekulski.
Jeszcze Damian Pracki dostawał szanse, gra teraz w Hutniku Warszawa i też już łączy pracę z piłką. Tak, była mowa, że jest duże prawdopodobieństwo, że nie każdy będzie zawodowym piłkarzem i szkoła jest równie ważna. W Płocku mówiło się, że jak dwóch piłkarzy przebije się do pierwszego składu, to będzie sukces. Z naszego rocznika – 1990 – byłem to ja i Łukasz. On ma szansę na prawdziwą karierę, ja rozbijam się w III lidze. Zastanawiający jest jednak rocznik 1991. Mistrzowie Polski, a praktycznie nikt nie gra. Jedyny Łukasz Skowron na Cyprze.

Na kim się wzorowałeś jako młody chłopak?
Bardzo podobała mi się gra Pawła Miąszkiewicza, idola płockiej publiczności. Jego nóżka był tak ułożona… Cały czas jestem fanem Francka Ribery’ego. Gość ma 100 asyst w Bundeslidze, coś niesamowitego.

Zazdrościsz tym młodym chłopakom teraz? Oni widzą Lewego, Krychowiaka, Kubę. Wy nie mieliście aż takich wzorców. Było kilku piłkarzy, ale na pewno nie tego kalibru.
Na pewno teraz jest ich więcej. Menadżerowie też swoje robią.

Nie zawsze dobrego.
Ale idzie to w dobrym kierunku. Jak ja byłem młodym zawodnikiem, odzywało się trochę menadżerów, jednak z nikim nie podpisałem żadnej umowy. Trener Piotr Szczechowicz mówił, że on będzie moim menadżerem. Jak objął pierwszy zespół to wziął mnie na ławkę, ale nigdy mnie nie wpuścił. Co ciekawe, jak go zwolnili przyszedł trener Tomasz Bekas i od razu zadebiutowałem. Można powiedzieć humorystycznie, że „kawał z niego menadżera”.

Wisła podpowiedziała nam na Twitterze, że sędziujesz mecze w niższych ligach.
To było wcześniej. Jak odszedłem do Kutna to tam jeden kolega sędziował. Mówił, że fajna sprawa i może wpaść parę groszy, a potem się piąć w górę. W I i II lidze są już naprawdę dobre pieniądze. Mamy z resztą w Płocku sędziego, który robi furorę na świecie.

Znasz Szymona Marciniaka osobiście?
Tak, poznaliśmy się. Jak mieliśmy okresy przygotowawcze, trenował z nami.

W jakich ligach sędziowałeś? Okręgówka?
Tak, jakieś A-klasy. Przestałem sędziować jak podjąłem prace w PZU. Zabrakło mi czasu. Niedzielę chciałem mieć tylko dla siebie. W sobotę mam mecz, a w niedzielę odpoczywam.

Było coś z tyłu głowy, że coś będzie z tego sędziowania?
Tak, bardzo mi się spodobało. To jest w ogóle co innego.

Sędziować w niższych ligach to musi być wesoła sprawa.
Bardzo! Kiedyś stał za mną jakiś koleś z brodą, bez zębów z browarem w ręku i wyzywał przez cały mecz. Ciekawie to wspominam, ale uwierzcie mi: grałem tyle lat w piłkę, a przez pierwsze pięć meczów nie wiedziałem, w którą stronę aut pokazać. Inaczej na mecz patrzy piłkarz, inaczej sędzia, a inaczej obserwator. To jest trafne stwierdzenie. Człowiek tak się myli… Jakbym był na boisku i sędzia źle pokazał aut, to bym go zjadł. Nie wierzyłem, że tego można nie widzieć, a okazuje się że można.

Jak oglądasz w telewizji jakieś kontrowersje sędziowskie, to co myślisz?
Inaczej na to patrzę. Nie da się wszystkiego zobaczyć.

A pamiętasz jaki pierwszy mecz sędziowałeś?
Pamiętam, że jak był rzut karny to nie wiedziałem gdzie stanąć. Powinienem stanąć na linii przecięcia 16 z linią końcową. Powinienem kontrolować, czy bramkarz nie przekracza linii. Ja stanąłem zupełnie gdzie indziej. Arbiter główny pokazywał mi coś palcami, a ja w ogóle nie wiedziałem o co mu chodzi. Śmieszne rzeczy, fajnie wspominam.

Ale byłeś przygotowany? Miałeś instrukcje co robić, czy po prostu Ci to uciekło?
Myślałem, że byłem. Pierwszy raz jak rozwiązywałem test sędziowski, to odpowiedziałem poprawnie chyba na 7 pytań, a trzeba było odpowiedzieć na 22. Tyle lat się kopię piłkę, myśli się że zna się reguły, ale jak przychodzi do testu sędziowskiego, to daje sobie rękę uciąć, że żaden zawodnik nie zaliczyłby go bez wcześniejszej nauki.

To łącznie ile meczów sędziowałeś?
Myślę, że będzie około 25.

Jakieś ciekawsze incydenty? W Internecie pełno jest filmików z niższych lig.
Nie było tych meczów aż tak dużo żeby tyle opowiadać. Dużo więcej niecodziennych sytuacji widziałem jako zawodnik. Przykładowo podczas meczu z Pilicą w Białobrzegach, helikopter pogotowia ratunkowego wylądował na boisku. W innym meczu III ligi, zawodnik z pola wziął od kolegi z ławki telefon i biegł na dośrodkowanie z rzutu rożnego cały czas rozmawiając… dostał za to żółtą kartkę.

Byłeś częścią ekipy, która spadła do II ligi. W piosence ułożonej na 60-lecie klubu jest fragment „II liga-nigdy więcej”, a tymczasem wy spadliście na trzeci poziom rozgrywkowy. Parę gorzkich słów na pewno padło, ale może coś Ci bardziej utkwiło w pamięci?
Było bardzo nerwowo. Kibice wchodzili do szatni i zdarzyło się kilka nieprzyjemnych sytuacji, nawet podczas prywatnych wyjść gdzieś na miasto.

Zaczepiano Cię na mieście?
Ja może nie tak nagminnie, chociaż zdarzało się. Nawet jak przeszedłeś się deptakiem nocą to były jakieś zaczepki. Nie można było nawet piwka wypić, tak jest wszędzie. Jakby były wyniki, to by nie było problemu. Wtedy wyników jednak nie było.

Widać to teraz. Jest dobrze, więc jest dobrze. Gorzej, jak nie będzie awansu.
Myślę, że w tym roku będzie awans. W przeciwnym razie wydaje mi się, że rozpadłaby się drużyna. Szkoda, że trafiłem na takie lata. Wisła akurat spadła do I ligi, a może udałoby się zadebiutować w ekstraklasie.

Jakieś kilka minut, czy mecz w końcówce, ale debiut by był. Śledzisz wyniki? Przychodzisz na mecze?
Oczywiście, jestem w stałym kontakcie z chłopakami. Mam tam kilku kolegów… będzie ze trzech [śmiech]. Śledzę i bardzo kibicuję. Będzie ekstraklasa to i oprawa będzie lepsza, przyjdzie więcej kibiców, zwiększy się zainteresowanie. Bo jest nie najlepiej.

Popierasz akcję „Nowy stadion dla Nafciarzy”?
Bardzo.

Nie możesz podziałać, żeby było PZU Arena?
Podsunęliście pomysł, na pewno porozmawiam.

Gdyby PZU dogadało się z Orlenem, to mogliby tu cały park postawić!
Dla mnie to jest fenomen, że kominy Orlenu są tak blisko, a spółka nie angażuje się w sponsorowanie Wisły.

Z perspektywy boiska tych kominów prawie nie widać! Są zasłonięte drzewami. Widać tylko, jak leci wodna para wodna.
Jakoś nigdy nie zwróciłem uwagi.

Jakieś anegdotki z szatni? Widzimy, że się uśmiechasz. Co możesz, czego nie możesz powiedzieć?
Uśmiecham się, bo tam codziennie były jakieś ciekawe historie. Życie w szatni jest różnorodne, zabawne. Mogę powiedzieć, że jeden kolega narysował mi pewną część ciała na ochraniaczu od wewnętrznej strony. Był bramkarzem, wiec w rewanżu narysowałem mu tę samą część na rękawicy. Wyobraźcie sobie co było, jak bronił. Skarpetki ktoś mi uciął w połowie, kolega miał gaśnicę w plecaku. Raz przestawiliśmy samochód koledze, że niby ukradli. Ciekawa historia jak kierownik drużyny rzucił piłkę lekarską Łukaszowi Malcowi i powiedział „Mały podaj” – Łukasz zamachnął się i podał… trochę go bolało 🙂 Masa rzeczy.

Na zakończenie – co byś powiedział młodym chłopakom, którzy dopiero przebijają się do dorosłej piłki?
Myślę, że nie jestem odpowiednią osobą do dawania porad. Ja tak naprawdę w tej poważnej piłce nie zaistniałem. Jeżeli mogę dać jakąś radę, to powinni mieć porządne ubezpieczenie [śmiech]. Powiecie, że trochę reklama, ale jak ktoś jest w tym środowisku dłużej to może powiedzieć „jakie to prawdziwe”.