Siedem spotkań ochrzczonych już małymi finałami i to nawet Ligi Mistrzów, mimo, że to tylko polska ekstraklasa. Każde ze spotkań wreszcie „wycenione” na trzy punkty, a nie jakieś tam nieekskluzywne półtorej. Jeden wygrana, a nawet punkt może więc okazać się na wagę złota utrzymania w ekstraklasie na następny sezon. O pierwszy krok w realizacji tego celu w rundzie finałowej Wisła Płock zagra z Ruchem Chorzów.
RUNDA ZASADNICZA

Oba dotychczasowe spotkania Wisły Płock z Ruchem Chorzów w sezonie 2016/17 przyniosły kibicom wiele emocji. W Chorzowie mecz zakończył się wynikiem 2-2. Wówczas pierwszego – i jak się okazuje nie ostatniego – gola w polskiej ekstraklasie strzelił Jose Kante, a także debiutujący w wyjściowej jedenastce Nafciarzy Giorgi Merebaszwili. Dla chorzowian trafiali natomiast powoli szykujący się do odejścia do francuskiego FC Nantes Mariusz Stępiński oraz ratujący Niebieskim punkt – w doliczonym czasie gry – kapitan Rafał Grodzicki. Przez to płocczanom nie udało się sięgnąć po pierwsze historyczne zwycięstwo nad Ruchem na jego terenie, choć był to pierwszy punkt wywalczony przez drużynę Marcina Kaczmarka na wyjeździe po awansie z zaplecza.

Z tego powodu lepiej też, że najbliższy pojedynek odbył w Płocku. W ostatnim, tym grudniowym Wisła grała o przełamanie – najgorszej w erze trenera Kaczmarka – serii 9 meczów bez zwycięstwa z rzędu. Przełamała ją z 9 Polakami w wyjściowym składzie, także dzięki torpedzie Piotra Wlazło, kończącego mecz z pierwszym hat-trickiem przy Łukasiewicza 34 od 2012 roku. Był to swego rodzaju powrót do gry.

NAJWIĘCEJ BRAMEK

Zostając przy dwóch ubiegłorocznych konfrontacjach Wisły z Ruchem. Płocczanie z żadnym innym rywalem nie tworzyli tak obfitujących w bramki widowisk (łącznie 11). Pokonując Kamila Lecha (2 razy) i Libora Hrdlicę (4) jednej drużynie strzelili 6 goli, czyli sumując i przeglądając wszystkie inne dwumecze – najwięcej.

Zarazem sporo ich jednak tracili (5). Nie najwięcej, ponieważ Seweryna Kielpina częściej pokonywali gracze Korony Kielce oraz Wisły Kraków (6). Na to Nafciarze odpowiadali odpowiednio 3 i 4 trafieniami, które jednak nie przyniosły ani jednego punktu.

Przeciwko chorzowianom było inaczej, bo wszystkie zdobycze Kante, Merebaszwilego, Wlazlo oraz Arkadiusza Recy przyniosły 4 punkty (po podziale 2), a obecnie gra będzie toczyć się o 3.

ZNÓW NOWY TRENER

Nie tylko z powodu ostatnich wyników może zanosić się na ciekawy pojedynek. Wiślacy na pewno są podłamani niezałapaniem się do grupy mistrzowskiej, a Niebiescy w rundę finałową wejdą z nowym szkoleniowcem. Dlatego też nie do końca wiadomo, jak na taki stan rzeczy zareagują. Płocczanie dopiero co mierzyli się z Arką Gdynia, która też chwilę wcześniej zmieniła trenera i zremisowali 1-1.

Teraz nadchodzi pojedynek, w którym na ławce trenerskiej Ruchu zadebiutuje klubowa legenda Krzysztof Warzycha. Z tego co kojarzę to swego czasu popularny zwłaszcza w Grecji Gucio miał okazję… grać na stadionie im. Kazimierza Górskiego. Było to 9 sierpnia 2000 roku, kiedy to Polonia Warszawa w III rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów mierzyła się w Płocku z Panathinaikosem Ateny. Warzycha otworzył nawet wynik tamtego spotkania (2-2).

BEZ GOLI I PUNKTÓW Z LECHEM POZNAŃ

Po 30. kolejce Matus Putnocky z Lecha Poznań został jedynym bramkarzem w ekstraklasie, którego zawodnikom Wisły Płock nie udało się pokonać. Każdego innego golkipera Nafciarze potrafili zaskoczyć przynajmniej raz, ale Słowaka z drużyny Kolejorza niestety nawet zbytnio nie zmusili do wysiłku.

32-latek to jednak najlepszy bramkarz ligi, pod względem zachowania czystych kont. W 24 występach aż 15 razy rywale nie potrafili znaleźć na niego – oraz defensywę poznaniaków – żadnego sposobu. Oprócz Wisły Płock (0-2, 0-3) są jeszcze cztery zespoły, których gracze ani razu nie sprawili, żeby Putnocky wyciągał piłkę z siatki. To Bruk-Bet Termalica Nieciecza (0-0, 0-3), Śląsk Wrocław (0-0, 0-3), Ruch Chorzów (0-5, 0-3) oraz Piast Gliwice (0-2, 0-3).

RUCH WYHAMOWAŁ, WISŁA… NIE POTRAFIŁA SIĘ ROZPĘDZIĆ

Przez sześć wiosennych kolejek Ruch Chorzów punktował (13) jak… druga drużyna ligi. Lepiej spisywali się jedynie piłkarze Lecha Poznań (14), a tak samo punktowo Legii Warszawa (13). Wisła Płock (8) w takim zestawieniu była siódma. W tym czasie chorzowianie potrafili ograć Legię w Warszawie (3-1) czy Lechię Gdańsk u siebie (2-1), co było ich całym dorobkiem w meczach z TOP 4.

W kolejkach 27-30 Niebiescy zdobyli jednak tylko jeden punkt za 0-0 z Piastem Gliwice, a później wyłapali w czapkę od: Korony Kielce (0-1), Pogoni Szczecin (1-2) i wspominanego Lecha (0-3). Jedynego gola dla Ruchu strzelił w tym czasie Bartosz Nowak, choć właściwie to trafiali także Rafał Grodzicki i Łukasz Surma, tyle, że do bramki… Hrdlicki.

Wisła po zwycięstwach z Cracovią (4-1) i Górnikiem Łęczna (3-2) nie potrafiła po raz pierwszy w sezonie wygrać trzeciego meczu z rzędu. Dotkliwa porażka 0-3 z Lechem i remis 1-1 w Gdyni z Arką sprawiły, że Nafciarze nie załapali się do grupy mistrzowskiej, choć… powinni się utrzymać.