Wisła Płock po 28. kolejkach wciąż jest w grze o zakończenie rundy zasadniczej w górnej połowie tabeli. Na koncie Nafciarzy jest już 38 punktów. Jak na razie daje to 6. miejsce, choć swojego spotkania nie rozegrała jeszcze walcząca o to samo Korona Kielce, która w poniedziałek zmierzy się u siebie z Ruchem Chorzów.

Udało się. Po raz pierwszy w 2017 roku wygrać na wyjeździe. Mecz należał z kolei do tych z gatunku co najmniej dziwnych bądź dziwacznych. Drużyna Marcina Kaczmarka sobotnie spotkanie zaczęła najgorzej jak tylko mogła. Już w 4. minucie straciła bramkę – najszybciej w sezonie – przez co tylko utrudniła sobie życie. Przy tym trafieniu nie popisali się Patryk Stępiński (nie musiał wybijać piłki na rzut rożny), Damian Byrtek (dziwne, że piłka jest w stanie go minąć) oraz Seweryn Kiełpin (niepewnie wychodzący w kierunku nadlatującej futbolówki).

W pierwszym i drugim kwadransie, czyli przez 2/3 pierwszej połowy, obrona płocczan nie wyglądała dobrze. Może nie tyle istniała teoretycznie, ale pozwalała gospodarzom na stanowczo zbyt wiele. Pewności nie dodawał jej kapitan Kiełpin, który w 24. minucie – parafrazując klasyka – zagrał w siatkówkę, co wykorzystał Piotr Grzelczak. Męskiej sekcji tego sportu w Płocku nie ma, więc spokojnie (bądź nie) nikt go Wiśle nie zabierze.

*****

Czytałem jakiś czas temu wywiad Mateusza Rokuszewskiego z weszlo.comKiełpinem. Dwa ciekawe fragmenty:



Jakbyś przypadkiem przeczytał to te centymetry najmniej przeszkadzają. Ale faktycznie ta łatka raczej już się nie odczepi. Przy każdej transmisji meczu Wisły Płock wpajane do głów widzów jest to, że Nafciarze mają w składzie najniższego bramkarza ekstraklasy, a później przy straconych bramkach zazwyczaj brakuje mu centymetrów. Moim zdaniem często brakuje jednak wspomnianej pewności w swoich poczynaniach albo lepszego kleju do rękawic. Na pewno nie umiejętności. Chyba, że to się łączy, choć nie sądzę.

*****

Przez 45. minut płocczanie stworzyli sobie jedną niezłą okazję. W starciu z ostatnią czytaj najgorszą drużyną ligi. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dominika Furmana – już w doliczonym czasie – niecelnie główkował Piotr Wlazło. Poza tym goście byli bezradni. Lubelskie słońce nie sprzyjało do gry w piłkę znacznie lepiej wpłynęło na postawę „gospodarzy”. Wtedy też zdjęcie do tego podsumowania wyglądało tak:


ale sytuacja uległa oczywiście zmianie, choć po wznowieniu meczu gra Wisły nie zmieniła się jakoś diametralnie.

*****

2-0 do przerwy z Wisłą Płock w tym sezonie prowadziła tylko Wisła Kraków. Oprócz Białej Gwiazdy podobnej sztuki – prowadzenia dwiema bramkami – dokonali w:

– Lechu Poznań (dopiero od 88. minuty),
– Legii Warszawa (od 56. do 63. minuty),
– Koronie Kielce (od 33. do 43. minuty).

Teraz także w Górniku Łęczna (od 24. do 56. minuty), który jako trzeci zespół pozwolił ekipie Kaczmarka doprowadzić do wyrównania (Wisła, Legia), ale jako pierwszy dał się ograć. W ostatnim kwadransie, co nie powinno dziwić.

*****

Pomocną dłoń do Wiślaków wyciągnęli sami Górnicy. To zrozumiałe w końcu emocje są w piłce najważniejsze. Niezły Gabriel Matei strzelił więc bramkę Pawłem Sasinem i to pokazało jaką siłę w ekstraklasie ma tzw. gol z niczego bądź z przysłowiowej dupy, choć zdobyty został chyba plecami.

Dopiero wtedy płocczanie ruszyli do ataku i po chwili Giorgi Merebaszwili oddał pierwszy celny i groźny strzał. Wcześniej znacznie korzystniej prezentowali się łęcznianie, którzy byli przede wszystkim szybsi, ale jak się okazało z czasem opadli z sił. To z kolei przełożyło się na więcej błędów.

Przy kolejnych trafieniach zawinił chwalony za grę na nowej pozycji Przemysław Pitry. Przyznam jednak, że para Pitry – Aleksander Komor na środku defensywy nie wygląda ekstraklasowo. Komor pewnie wcale by nie grał, ale urazu szybko nabawił się Gerson przez co moim zdaniem szanse Nafciarzy na korzystny rezultat mocno wówczas wzrosły.

Przy bramce wyrównującej Pitry zrobił to samo co Byrtek przy jego trafieniu otwierającym wynik, a przy golu decydującym miał trochę pecha, przegrywając przebitkę z Merebaszwilim. W tych dwóch kluczowych akcjach duży udział miał Furman, notujący 5 asystę oraz kluczowy odbiór i zagranie do gruzińskiego skrzydłowego Wisły. Dominik zanotował również najwięcej piłek zagranych – 77 i odzyskanych – 25 w meczu.

Po profesorsku zachował się też rezerwowy Dimitar Iliev, dobrze grający w ostatnim meczu rezerw z Podlasiem Sokołów Podlaski. Dzięki bramce Bułgara płoccy zmiennicy wiosną (8. kolejek) mają już na swoim koncie tyle samo punktów w klasyfikacji kanadyjskiej co jesienią (20. kolejek):

Trzeba jednak pamiętać, że jedna jaskółka (wygrana) wiosny nie czyni, choć bez wątpienia cieszy. Do poprawy na pewno jest wyjazdowa gra w defensywie, bo w ostatnich 9 meczach poza domem płocczanie tracili przynajmniej jedną bramkę (łącznie 18). Na drugim biegunie – jakkolwiek to nie zabrzmi – gra ofensywna z 13 trafieniami w 7 kolejnych meczach (wszystkich w rundzie rewanżowej).

Obecnie Wisła Płock z 38 punktami jest na 6. pozycji. Jeśli jednak Korona wygra z Ruchem to zjedzie o jedną lokatę niżej. Tak czy inaczej cały czas będzie po właściwiej stronie. Jak pokazuje historia do zapewnienia sobie awansu potrzebne było kolejno: 40, 41 oraz 38 punktów. Rok temu 38 punktów po 30. kolejkach miało Podbeskidzie Bielsko-Biała i aktualnie plącze się po I lidze.

Do rozegrania zostały jeszcze dwie kolejki, a w nich starcia z Lechem Poznań i z – oficjalnie gorszym beniaminkiem po rundzie zasadniczej – Arką Gdynia. Jedno zwycięstwo jest więc wskazane. Kolejorza Nafciarze będą podejmować z serią 7 meczów bez porażki przy Łukasiewicza 34, w tym z 3 zwycięstwami z rzędu (2-1, 1-0, 4-1). Podobno im dłuższa seria tym gorzej, bo wiadomo, że kiedyś się skończy, ale czy jest się czego obawiać? W końcu kiedyś trzeba wygrać trzy mecze z rzędu.