Jednego punktu czy tam jednej bramki więcej w Gdyni. Tyle zabrakło Wiśle Płock do zapewnienia sobie utrzymania w Lotto Ekstraklasie w sezonie 2016/17 po rundzie zasadniczej. To jednak nie koniec świata, bo gra toczy się dalej. Teraz przed Nafciarzami siedem kolejek prawdy, choć jak zaraz się przekonacie płocczanie są w dobrej pozycji wyjściowej przed walką o ligowy byt.

Samego meczu z wysokości trybun stadionu Arki nie było mi dane oglądać, dlatego też nie będę zabierał głosu o grze płockiej drużyny. Z tego co można było zaobserwować i usłyszeć w Multilidze płocczanie nie zagrali najlepiej i nie wyglądali jak drużyna, która, aby mieć spokój, za wszelką cenę musi zgarnąć pełną pulę. W sumie nie pierwszy raz

Celu, jakim na ten pierwszy sezon po długo oczekiwanym awansie do elity – jest utrzymanie JESZCZE nie udało się zrealizować. Szansa w Gdyni była doskonała, ale jeden gol, po karnym w 95. minucie Jose Kante nie wystarczył. Dał on z kolei grupę mistrzowską… Koronie Kielce, kosztem Zagłębia Lubin.

W pierwszej połowie pozwolono natomiast, aby zawodnik mierzący 170 cm wzrostu strzałem głową (!) zaskoczył Seweryna Kiełpina. Rafał Siemaszko po raz czwarty w życiu pokonał Kiełpina grającego dla Wisły Płock. To jego największa zmora, mecze z Siemaszką powinien omijać z daleka.

Miało być jednak to co przed Nafciarzami, bo za jak widać w tabeli dziewiąta pozycja z 39 punktami. W „normalnych” rozgrywkach utrzymanie po 30. kolejkach – przez miejsce w środku stawki – byłoby sukcesem. Obecnie ta lokata zapewniła płocczanom lepszy układ meczów tzn. cztery u siebie i trzy na wyjeździe. Wyglądać będzie to tak:

RUNDA FINAŁOWA
29 kwietnia, godzina 15:30 – 31. kolejka: Ruch Chorzów (dom)
6-7 maja – 32. kolejka: Górnik Łęczna (wyjazd)
13-14 maja – 33. kolejka: Cracovia (dom)
17 maja – 34. kolejka: Arka Gdynia (wyjazd)
20-21 maja – 35. kolejka: Zagłębie Lubin (dom)
27-28 maja – 36. kolejka: Piast Gliwice (wyjazd)
2-4 czerwca – 37. kolejka: Śląsk Wrocław (dom)

Z trzema domowymi rywalami Wisła grała już w 2017 roku przy Łukasiewicza 34 i ani razu nie przegrała: (Cracovia 4-1, Zagłębie Lubin 2-1, Śląsk Wrocław 1-1). Pod koniec 2016 niebiesko-biało-niebiescy przed własną publicznością grali także z Ruchem Chorzów i z tamtego spotkania wyszli zwycięsko (4-3). W zasadzie te wyniki wypada jedynie powtórzyć.

Na wyjazdach drużyna Marcina Kaczmarka zmierzy się natomiast z dwoma kolejnymi przeciwnikami z 2017: Górnikiem Łęczna (3-2) i Arką Gdynia (1-1), a jedynie z Piastem beniaminek mierzył się w Gliwicach w lipcu ubiegłego roku i głupio przegrał 1-2.

Poza tym – co też może okazać się istotne – Wisła ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań od:
– Zagłębia Lubin (2-1, 2-1),
– Arki Gdynia (0-0, 1-1 – dzięki wyżej „punktowanym” bramkom na wyjeździe),
– Cracovii (0-1, 4-1),
– Ruchu Chorzów (2-2, 4-3),
– oraz Górnika Łęczna (1-2, 3-2).

Gorszy z kolei od:
– Śląska Wrocław (bramkami na wyjeździe: 0-0, 1-1),
– i Piasta Gliwice (1-2, 0-0),

Dlaczego warto o tym wspomnieć? Ponieważ przy takiej samej liczbie punktów na koniec sezonu o miejscu w tabeli będzie decydować będą… statystyki z rundy zasadniczej, zaczynając od:

a. liczba zdobytych punktów w rundzie zasadniczej (tutaj Wisła ma ich najwięcej (39) razem z Zagłębiem, więc w przypadku utrzymania takiej samej liczby punktów płocczanie będą przed lubinianami i wszystkimi innymi).

Na koniec warto jeszcze sprawdzić jak walka o utrzymanie wyglądała w latach ubiegłych. ESA37 obowiązuje dopiero czwarty sezon więc sprawdzania nie ma zbyt wiele. Wspomogę się oczywiście niezawodnym 90minut.pl:

Zbitka trzech grup spadkowych z sezonów 2013/14, 2014/15 i 2015/16. Fot. 90minut.pl

Nie ma co w pełni się tym sugerować to jasne, ale.

W przeszłości:
– drużyna, która po 30. kolejkach zgromadziła na swoim koncie 39 punktów nie spadła z ligi. W Płocku na pewno nie chcą przetrzeć tego szlaku.
– Drużyna, która po 30. kolejkach zajęła 9. miejsce (z 38 punktami) potrafiła spaść z ligi. Rok temu skończyło tak Podbeskidzie Bielsko-Biała, które w rundzie finałowej ugrało… punkt.
– Do utrzymania potrzebne było zgromadzenie 25, 27 i 24 punktów. Zdobycie siedmiu punktów w siedmiu meczach – w tym czterech u siebie – to nie jest Mount Everest. Lepiej jednak wywalczyć dwadzieścia jeden, czyli komplet.