Do realizacji celu – jakim na sezon 2016/17 jest utrzymanie w Lotto Ekstraklasie – Wiśle Płock brakuje już naprawdę niewiele. Z historycznego punktu widzenia jakichś trzech punktów, ale to i tak zweryfikuje rzeczywistość. I rywale, którzy jakoś nie kwapią się z pogonią za umacniającymi się na szczycie grupy spadkowej Nafciarzami.

Spotkanie z Górnikiem Łęczna zaczęło się tak jak niespełna miesiąc temu – od szybko zdobytej bramki przez gospodarzy wykorzystujących niezbyt żywe i świadome wejście gości w mecz. Następnie z pomocą przyszedł płocczanom sędzia Bartosz Frankowski, który dał się nabrać Piotrowi Wlazło, a ten wykorzystał drugą z trzech podyktowanych „jedenastek” dla Wisły w rundzie finałowej. Belo z wapna jest bezbłędny, ma 3/3. Trochę lepiej niż Jose Kante (2/2) i niech już nikomu nie przychodzi do głowy tego zmieniać. Przynajmniej dopóki idzie.

Po wyrównującym trafieniu można było zastanawiać się czy sędzia popełnił błąd, kiedy zawodnicy Marcina Kaczmarka zaskoczą rywali z gry, bo zarówno z Arką, Ruchem jak i teraz Górnikiem trafiali tylko z rzutów karnych (3/4). Na to nie trzeba było jednak długo czekać.

Wynik – z akcji – szybko mogli podwyższyć Arkadiusz Reca lub Giorgi Merebaszwili, ale Gruzin można rzec w swoim stylu nie trafił do pustaka. Również po raz drugi, tyle, że z rzędu, Mereba przeciwko zespołowi Franciszka Smudy zanotował ważną i kapitalną asystę. Wcześniej przy sztychu Dimitara Ilieva na 3-2, teraz Kante na 2-1. Dla Gwinejczyka była to 10 bramka w sezonie. Kto by się spodziewał?

Dla Gruzina była to natomiast siódma asysta, co jest najlepszym wynikiem w Wiśle Płock. Jednocześnie to szóste ostatnie podanie 30-letniego skrzydłowego, gdy przyszło mu zacząć mecz jako prawoskrzydłowy. Statystycznie to tam Mereba radzi sobie zdecydowanie lepiej (4 bramki + 6 asyst w 993 minuty) niż zaczynając jako lewoskrzydłowy (2 bramki + 1 asysta w 1 022 minuty). To raczej nie przypadek.

Po przeciwległej stronie boiska zagrał Reca. I w końcu zagrał tak jak przyzwyczaił nas do tego w I lidze. Oprócz strzelenia pięknego gola na 3-1 (trzeciego w sezonie, pierwszego… nogą) Arek po prostu imponował jak nigdy dotąd w ekstraklasie.

Poza nim dobrze – mimo puszczenia dwóch bramek – zaprezentował się Mateusz Kryczka oraz stoperzy. Do tego można dopisać jeszcze chyba pozostałych strzelców bramek – dopóki mieli siłę – Wlazło i Kante. Reszta wypadła przeciętnie, a na pewno najgorzej wyglądał Kamil Sylwestrzak, słabo też zmiennicy.

*****

Plan na te spotkanie wyglądał tak samo jak poprzednio. Dać grać piłką przeciwnikowi i czekać na swoją szansę. W sumie nic nowego i zaskakującego. To jednak znów zawiodło, bo Górnik nie zamierzał się z cofniętą Wisłą patyczkować. Reakcja – pomógł karny z kapelusza, wiem – była przy tym całkowicie inna. Nie było spuszczenia głów i dotrwania do przerwy. Było za to złapanie kontaktu, próba pójścia za ciosem, co w sumie udało się już po trzech minutach.

Następnie przyszedł długi czas bronienia wyniku. Z Górnikiem Łęczna, co na pewno nie jest szczytem marzeń nie tylko płockich kibiców, ale też kibiców żadnego klubu w ekstraklasie. Obecnie utrzymanie w elicie jest celem absolutnie nadrzędnym i wszyscy o tym doskonale wiemy. Im szybciej uda się je zapewnić tym lepiej. Reszta nie powinna mieć większego znaczenia. Tym bardziej, że są ekipy grające (szczególnie Zagłębie i Ruch) i punktujące gorzej (wszystkie w grupie spadkowej), a wystarczy przecież żeby być lepszym od dwóch ostatnich.

W Lublinie Nafciarze zwyczajnie mieli „więcej szczęścia niż rozumu”, ale dzięki temu zapisali się w ekstraklasowej historii Górnika Łęczna:

i sprawili, że „ekstraklasa dla Płocka” w kolejnych rozgrywkach wydaje się być coraz bardziej realna.