Katastrofalny mecz Wisły. Wnioski i oceny po meczu z Piastem

Absolutnie beznadziejna pierwsza połowa Nafciarzy w Gliwicach i tylko nieco lepsza druga odsłona. Powiedzenie „wynik lepszy niż gra” zostało sformułowane właśnie do opisu takich spotkań. Maciej Bartoszek ma o czym myśleć, bo nie widać jakichkolwiek postępów w grze.

Zacznę może od rozprawienia się z 2 tezami, które widziałem przez ostatnich 48 godzin:

  • Piast Gliwice to wyższa ligowa półka. Waldemar Fornalik to czołowy szkoleniowiec w Ekstraklasie, pieniądze w Gliwicach są. Stracili Jakuba Świerczoka, ale to już kolejny sezon, gdy Piast opuszcza czołowy zawodnik, a mimo to zawodnicy z Okrzei utrzymują się w ligowej czołówce.
  • Wisła Płock zagrała fatalne spotkanie od początku do końca. Z gry w piłkę nie było nic, a bramki padały tylko po stałych fragmentach gry i umówmy się – nie byłoby to możliwe, gdyby nie totalna dekoncentracja gliwiczan.

Pierwsza połowa to jakieś totalne nieporozumienie. Maciej Bartoszek wystawił bardzo logiczny skład – ten sam, który wygrał z Radomiakiem. Trudno mieć do trenera o to pretensje, bo wielu zrobiłoby zapewne tak samo. Tylko że Piast Gliwice to 3 półki wyżej niż osłabiony Radomiak. Nafciarze od początku grali jakby w zwolnionym tempie, niedokładnie, statycznie – mogę mnożyć epitety. Jedyny pozytyw to bardzo udany stały fragment gry, po którym padła bramka kontaktowa i 1 niezły drybling Rafała Wolskiego, aczkolwiek zakończony słabym strzałem. Poza tym w grze Wisły nie zgadzało się nic.

Wszyscy obrońcy popełniali fatalne błędy – kamery raz za razem pokazywały Jakuba Rzeźniczaka, który aż kipiał z frustracji. Po prostu nic nie wychodziło, a Piast momentami grał z Wisłą jak z zespołem juniorów. Wisła, owszem, potrafiła wymienić kilka podań, ale było to tak daleko od bramki, że nie można mówić o jakimkolwiek zagrożeniu. W końcu ktoś źle przyjął piłkę albo podanie było niedokładne i tak napędzały się akcje Piasta. Przy pierwszej bramce Arkadiusz Pyrka ograł Antona Krywociuka jak juniora, podniósł głowę i dograł tam, gdzie chciał dograć. Dawid Kocyła nie był w stanie powstrzymać Vidy. Druga bramka to kiks i samobój Rzeźnika – nie było 20 minut, a gospodarze prowadzili 2:0.

Piast ewidentnie się cofnął i włączył tryb ekonomiczny. Nafciarzom i tak nic nie wychodziło, aż do wspomnianego stałego fragmentu gry. Rozegranie 10/10. Ale to za mało – można myśleć o punktowaniu w takich meczach tylko po SFG (choć moim zdaniem z takim składem nie przystoi), ale obrona musi być wtedy szczelna. Przez 45 minut defensywa Wisły była dziurawiona jak ser szwajcarski, a efekt jeszcze przed zejściem do szatni. Szybkie rozegranie na skrzydle, dokładna wrzutka, kolejna obcinka Krywociuka i sytuacja Wisły była zła.

Maciej Bartoszek nie miał wyjścia i musiał reagować w personaliach – dlaczego zszedł Damian Michalski, a nie np. Anton Krywociuk? Zapewne dlatego, że łatwiej było zmienić coś z prawej, niż lewej strony. Spacerującego Kolara zmienił spacerujący Sekulski – ani jeden, ani drugi w sobotę się nie popisał.

Zmiany z resztą niewiele dały – gra może trochę drgnęła, ale i to naciągana opinia. Piast po prostu jest zbyt mądrą i doświadczoną drużyną, żeby rzucić się na hurra i biegać w upale kolejne kilometry. Nafciarze walili głową w mur i z punktu widzenia Waldemara Fornalika to idealny scenariusz. A gdy w 66. minucie z czerwoną kartką wyleciał Dominik Furman, sytuacja była po prostu wyborna. Gospodarzom pozostawało spokojnie dograć spotkanie i zgarnąć pewne 3 punkty.

Granica między spokojem a dekoncentracją jest jednak bardzo cienka i w sobotę zawodnicy Piasta ją przekroczyli. 2 stałe fragmenty gry, 2 bramki Damiana Warchoła – świetnie wykończył przy bramce na 3:2, przy bramce na 3:3 stanął w dobrym miejscu na linii spalonego – nie zamierzam tego deprecjonować, bo to też umiejętność. Zrobił swoje.

Szacunek dla Wiślaków za ten zryw. Nie wychodzi, gramy w osłabieniu, mamy 2 bramki straty, a jednak zmuszamy rywala do wysiłku. Piast się spocił na własne życzenie, ale Wisła też dołożyła od siebie kamyczek. Nie w każdym meczu da się jednak zapunktować „daniem z wątroby” i tak też było w Gliwicach. Podrażniony Piast ruszył do ataku, choć bramkę na wagę zwycięstwa zdobył po bardzo średnim wstrzeleniu w pole karne – ewidentny błąd popełnił Bartłomiej Gradecki, który wyszedł z linii.

Podsumowując: Wisła zagrała fatalny mecz i na pewno najsłabszą połowę w tym sezonie. Wyróżnić można w zasadzie tylko Damian Warchoła, strzelca 2 bramek. Poza tym? Krywociuk strzelił efektowną bramkę, ale ile zawalił w obronie, to po prostu nie przystoi. Piotr Tomasik fajnie dograł przy 1. bramce, ale to samo. Dominik Furman póki co jest cieniem piłkarza sprzed 2 lat, Mateusz Szwoch i Damian Rasak przeszli obok meczu. Wynik zamazuje obraz tego spotkania.

Spójrzmy prawdzie w oczy: Wisła zalicza mega falstart sezonu. Najlepszy mecz Nafciarze zagrali w Gdańsku. Pokonać udało się tylko osłabionego Radomiaka, w którego szeregach przez pół godziny biegał zawodnik z widoczną nadwagą.

Nie twierdzę, że to obraz nędzy i rozpaczy, ale z drugiej strony cieszyć się też nie ma czego. 3 punkty po 4 kolejkach to bilans wstydliwy. Wisła wcale nie grała z wielkimi potęgami, bo mecze z Rakowem, Śląskiem Wrocław czy Pogonią Szczecin jeszcze przed nami. Póki co wykonano absolutny plan minimum, a chyba oczekujemy więcej.

Warto się też zastanowić czy jest sens dalej próbować grać wahadłami czy też w ustawieniu hybrydowym. Dawid Kocyła ma zbyt duży deficyty w obronie. Jeszcze półtora roku temu grał na „9”, w Płocku zaczął grać na skrzydle (i sam mówi, że tu czuje się najlepiej), a teraz jest już w roli wahadłowego. Można się dopatrywać analogii z Arkadiuszem Recą, ale to zupełnie inni zawodnicy. Piotr Tomasik też nie daje jakości w ofensywie i konkurencja z lewej strony dobrze by mu zrobiła.

Oceny pomeczowe w skali 1-10, gdzie 1 to katastrofa, a 10 fenomenalnie (nota wyjściowa to 5):

Bartłomiej Gradecki – 2 – przy 3 bramkach nie mógł raczej nic zrobić, ale 4. gol ewidentnie idzie na jego konto.

Anton Krywociuk 3 – fatalna postawa w defensywie. Na plus tylko gol.

Jakub Rzeźniczak – 2 – złość miał wypisaną na twarzy niemal przez całe spotkanie, ale nie ma co się dziwić – to zbyt doświadczony zawodnik żeby zakłamywać rzeczywistość. Na jego barkach było rozegranie piłki od tyłu i to nawet wychodziło, ale nie był w stanie załatać dziur w obronie, a do tego dołożył samobója.

Damian Michalski – 2 – słaba postawa, za co zapłacił zmianą już po 45 minutach.

Piotr Tomasik – 3 – na plus dogranie ze stałego fragmentu na 2:1 – to mogło się podobać. Poza tym mizernie w obronie.

Dominik Furman – 1 – do słabej gry dołożył czerwoną kartkę.

Damian Rasak – 4 – próbował brać na siebie grę w środku pola, holował piłkę, kilkukrotnie był przez to faulowany. Nic wielkiego jednak nie wskórał.

Dawid Kocyła – 2 – nie dawał rady w obronie, a jednym z najbardziej charakterystycznych obrazków meczu będzie wycofanie piłki w okolicach pola karnego Piasta – wprost do rywali.

Rafał Wolski – 3 – szukał swojego miejsca z lewej, prawej i w środku, ale po prostu nie szło.

Mateusz Szwoch – 3 – po jego dograniu ze stałego fragmentu padła jedna z bramek, ale poza tym słabo.

Marko Kolar – 2- kompletnie poza grą.

Zmiennicy:

Kristian Vallo – 4 – nie miał aż tylu problemów, ale z pewnością to także efekt zwolnienia gry Piasta. Asysta przy golu.

Łukasz Sekulski – 2 – tak samo nieobecny na boisku jak Marko Kolar.

Radosław Cielemęcki – 2 – niewidoczny.

Damian Warchoł 7 – wszedł na 20 minut i strzelił 2 bramki. W grze za wiele nie zmienił, ale efekt mówi sam za siebie.

Filip Lesniak – 4 – nic nie popsuł, ale gry też przesadnie nie ożywił.

Fot. Mateusz Ludwiczak/Wisła Płock S.A.

Dodaj komentarz