Maciej Bartoszek się nie boi. Wnioski po meczu z Cracovią

To było jedno z najgorszych spotkań Wisły Płock w tym sezonie. Nafciarze sporymi fragmentami prowadzili grę, ale tylko dlatego, że gospodarze im na to pozwalali. Wisła nie miała pomysłu na skruszenie biało-czerwonego muru.

Maciej Bartoszek pierwszy trening w Płocku poprowadził 13 kwietnia po południu, a 5 dni później grał już z Jagiellonią Białystok, kolejne 72 godziny później na wyjeździe z Cracovią. Tempo na początku pracy ekspresowe, ale cóż – takie jest życie trenera.

Po meczu z Jagą można było powiedzieć, że Maciej Bartoszek sprawił, że gra ofensywna drgnęła, więc z pewnym optymizmem można było patrzeć na mecz z trawioną jednym wielkim kryzysem Cracovię. Kto wie, czy Michał Probierz nie ma jeszcze większych problemów niż trener Bartoszek – trudno w ogóle powiedzieć, czy przy Kałuży jest zespół czy tylko zlepek obcokrajowców (choć pewne umiejętności mają – tego im nie ujmuję), którzy zaraz rozjadą się w 4 strony świata. A problemy wyniknęły w trakcie meczu, bo po nieco ponad kwadransie z kontuzją zejść musiał Pelle Van Amersfoort – najlepszy strzelec Pasów. I w środowy wieczór ta całkowicie beznadziejna Cracovia okazała się lepsza od Wisły Płock.

Stawiamy na centymetry

Maciej Bartoszek miał swój pomysł na ten mecz i można przyznać, że w założeniu miał on ręce i nogi. W skrócie: szkoleniowiec Wisły postawił na kilogramy i centymetry. To całkiem sensowne, biorąc pod uwagę nastawienie na walkę w powietrzu z wieżami Cracovii. Nafciarze mieli dogrywać swoim napastnikom z bocznych sektorów. Dusan Lagator i Patryk Tuszyński jak najbardziej nadają do walki w powietrzu, przy okazji stałych fragmentów są jeszcze Alan Uryga i Jakub Rzeźniczak. W Płocku Cillian Sheridan póki co za dużo w powietrzu nie pokazał, ale jego najlepszy okres w Polsce to gdy dostawał mnóstwo piłek od skrzydłowych Jagi, a i tak głową strzelił tylko 1 gola. Irlandczyk jest słusznego wzrostu, ale głową gra słabo.

To jednak nie zadziałało. Z dwóch powodów.

Po pierwsze napastnicy Wisły przeważnie byli wszędzie, tylko nie w miejscu, z którego można zdobyć bramki. Zbiegali w boczne sektory, cofali się bliżej środka pola. Patryk Tuszyński raz fajnie podpuścił rywala i wywalczył rzut wolny w taki sposób, ale ogólnie wydaje się, że dwie „9” powinny w fazie ataku kręcić się kilka metrów przed Lukasem Hrosso. Trudno też określić czy w ataku powinni grać napastnicy o bardzo podobnej charakterystyce czy to tylko kwestia umiejętności Tuszyńskiego i Sheridana.

Po drugie wrzutki, jeśli już były, to były słabe. W pierwszej połowie Nafciarze bardzo często przedzierali się lewą stroną, ale celność dograń Piotra Tomasika pozostawiała wczoraj bardzo, bardzo dużo do życzenia, choć z drugiej strony – jako jedyny w zespole Wisły to robił. Warto też przy okazji zwrócić uwagę na problem Nafciarzy z obsadą skrzydeł i brak umiejętności innych zawodników w dograniu piłki w szesnastkę. Kristian Vallo częściej schodzi do środka, Dawid Kocyła i Angel Garcia też raczej tego nie robią.

Po trzecie – Cracovia doskonale rozpracowała Wisłę. Po prostu oddała piłkę i sama czatowała na przejęcia w środkowej strefie, nawet niedaleko swojego pola karnego. Wisła prowadziła grę, bo Michał Probierz jej na to pozwolił. Okazje do zdobycia bramki były w zasadzie 2,5:

  • gdyby Dusan Lagator strzelał, a nie podawał, pewnie skończyłoby przynajmniej celnym strzałem (co widać na zdjęciu poniżej),
  • gdyby Dawid Kocyła nadążył za tokiem rozumowania Patryka Tuszyńskiego, miałby 100% okazję (to te 0,5),
  • strzał Mateusza Lewandowskiego w doliczonym czasie gry.

Dlaczego Dusan Lagator nie strzelał, tylko dogrywał do Patryka Tuszyńskiego? /kadr z Ekstraklasa.tv

Poza tym ofensywa była totalną mizerią. Dawid Kocyła znów średnio 4 na 10 piłek posyłał nie do kolegi, występ Sheridana wypada przemilczeć. Najlepiej wyglądał Mateusz Szwoch, ale to też niestety nie jest wielki komplement w odniesieniu do meczu z Cracovią.

Lepiej było w defensywie – Krzysztof Kamiński dołek formy ma już za sobą. Kamyk jest bardzo pewnym punktem zespołu i przy Kałuży wybronił to, co miał wybronić, nawet z pewnym naddatkiem. Rzut karny to loteria, choć, moim zdaniem, jedenastka wcale nie była wykonana perfekcyjnie. Poza tym warto jednak zwrócić uwagę na słabsze rozegranie nogami.

Nieźle wyglądał też duet stoperów – Jakub Rzeźniczak momentami odbierał piłkę zawodnikom Cracovii jak juniorom, Alan Uryga też sobie radził, choć to właśnie jemu uciekł Rivaldinho. Poza tym ofensywa gospodarzy nie błyszczała, choć Matej Rodin zdobył bramkę po naprawdę minimalnym spalonym, a przy strzale Ivana Marqueza świetnym refleksem popisał się Kamiński. Do tego kilka uderzeń z dystansu, ale nie mogły one zaskoczyć bramkarza Wisły.

Ostatni wniosek: zabrakło impulsu z ławki. Maciej Bartoszek dość długo zwlekał ze zmianami (do 70. minuty), a wprowadzeni w pierwszej kolejności Piotr Pyrdoł i Giorgi Merebaszwili nie dźwignęli ofensywy. Gruzin większość piłek stracił, Pyrdoł coś próbował, ale po prostu nie wystarczyło. Najlepiej pokazał się Mateusz Lewandowski, który zagrał zaledwie 9 minut.

Fot. Mateusz Ludwiczak/Wisła Płock S.A.

Dodaj komentarz