Z Radosławem Sobolewskim Wisła Płock nie zremisowałaby tego meczu. Wnioski po Jagielloni Białystok

Radosław Sobolewski prowadził Wisłę Płock w 62 oficjalnych meczach i w żadnym z nich zespół nie odrobił dwubramkowej straty do rywali. Częściej Nafciarze wypuszczali z rąk pewne prowadzenie. Jakie jeszcze wnioski można wyciągnąć po meczu z Jagą?

Gra ofensywna Wisły Płock wyglądała lepiej, niż w ostatnich kolejkach. Do ideału oczywiście daleko, nadal brakowało precyzji czy to przy dograniu, czy dojściu do piłki, czy też strzale. Coś jednak pod bramką Xaviera Dziekońskiego się działo i nikt nie miał przekonania, że Wisła tego dnia jest całkowicie bezzębna.

Czy Maciej Bartoszek w tydzień nauczył piłkarzy lepiej grać w piłkę? Oczywiście, że nie. Na pierwszy rzut oka niewiele zmienił w składzie, ale czymś jednak zamieszał.

Dawida Kocyłę ustawił jednak na prawej stronie pomocy i 18-latek wyglądał dużo lepiej. Czasami zdarzało mu się głupio stracić piłkę, ale wygrał kilka pojedynków, powinien mieć przynajmniej 1 asystę, a w 48. minucie powinien strzelić bramkę po świetnym podaniu Kristiana Vallo.

Przywrócił Giorgiego Merebaszwilego do kadry meczowej. Gruzin co prawda nie zrobił nic nadzwyczajnego na boisku, ale trudno oczekiwać od zawodnika, który od kilku miesięcy nie gra w piłkę, że nagle nawiąże do formy sprzed 2-3 lat. Pokazał jednak, że ma zmysł do dryblingu, a wygranych pojedynków 1 na 1 Wiśle brakuje jak wody na pustyni. Giorgi, czekamy.

Mecz ułożył się wybitnie nie po myśli Wiślaków. Strata Damian Rasaka jest absolutnie zbyt prosta i niedopuszczalna na tym poziomie, co pomocnik z resztą przyznał kilkanaście minut później.

– Jakiś kontakt był. Nie wiem czy taki, żebym się wywrócił. Nawet jeśli minimalny był, to nie powinienem w tej sytuacji stracić piłki. Jedna kontra i niestety przegrywamy. Mam do siebie troszeczkę żalu. Mam nadzieję, że uda mi się to jak najszybciej nadrobić dobrą grą, golem czy asystą – mówił Rasak w rozmowie w przerwie z reporterem Canal+.

Mecz ułożył się wybitnie nie po myśli Nafciarzy, którzy przegrywali 2:0 po 61 minutach. Co w takiej sytuacji robi Maciej Bartoszek? Zdejmuje Filipa Lesniaka, środkowego pomocnika, i wprowadza za niego Cilliana Sheridana. Zmiana wybitnie ofensywna.

Oczywiście tlen Nafciarzom podał Mateusz Szwoch po arcybłędzie Dziekońskiego. Wisła równie dobrze mogła przegrać, bo taka bramka w końcówce nie zdarza się często. Laga na chaos jakich wiele, ale właśnie – diabeł tkwi w szczegółach. Zgrania Sheridana do Patryka Tuszyńskiego by nie było, gdyby Maciej Bartoszek nie wprowadził Irlandczyka na boisko.

Sam fakt, że Wisła Płock do końca starała się atakować, jest już pewnym sukcesem. W ostatnich tygodniach Nafciarze raczej wypuszczali prowadzenie i remisowali (z Rakowem Częstochowa, Stalą Mielec) lub przegrywali (z Wisłą Kraków), a niechlubna passa przegranych „wygranych” meczów jest dużo dłuższa. Można tu choćby przywołać pamiętne starcie z Pogonią Szczecin, gdzie z 2:0 szybko zrobiło się 2:3.

Oczywiście ciężko Radosława Sobolewskiego obwinić chociażby za to, że Krzysztof Kamiński wpuścił centrostrzał, ale fakty są takie, że po straconych bramkach oczy piłkarzy Wisły raczej patrzyły w ziemię, a nie na bramkę przeciwnika. Wystarczy wspomnieć, że pod wodzą Radosława Sobolewskiego Wisła Płock nigdy nie odrobiła dwubramkowej straty do rywala. Po raz ostatni Nafciarze odwrócili losy meczu w taki sposób jeszcze za kadencji Leszka Ojrzyńskiego 22 kwietnia 2019 roku. Skrót tego meczu można obejrzeć tutaj.

Co się jeszcze rzuca w oczy? Radość całej ławki Wisły. Nafciarze cieszyli się, jakby awansowali do finału Pucharu Polski, a to tylko punkt. Tak, taki punkt smakuje zdecydowanie lepiej. Punkt, który w końcowym rozrachunku może znaczyć sporo, choć trzeba też przyznać, że to już 9. mecz bez zwycięstwa. Dość wstydliwa seria. Oby gol Alana Urygi był mentalnym kopem przed meczem z Cracovią i kolejnymi spotkaniami.

Dodaj komentarz