Zawiedzione oczekiwania. Wnioski i oceny po meczu z Legią Warszawa

Mieliśmy prawo oczekiwać zwycięstwa przy Łazienkowskiej. Nie dlatego, że Wisła Płock pod wodzą Macieja Bartoszka będzie rozstawiać wszystkich po kątach, ale dlatego, że Nafciarzom przyszło grać przy Łazienkowskiej w momencie, gdy Czesław Michniewicz i jego ekipa ma zupełnie inny priorytet, a inaugurację ligi potraktowała jak poligon doświadczalny. Nie wyszło, ale to dopiero pierwszy mecz.

Z punktu widzenia Legii ten mecz trzeba było odbębnić. Trener Czesław Michniewicz jeszcze przed meczem wskazywał, że dojdzie do wielu zmian w składzie, a po meczu tylko potwierdził, że jego drużyna nie byłaby w stanie zregenerować się odpowiednio w ciągu spotkań środa-sobota-wtorek (Legia do Tallinna jedzie już w poniedziałek). Szkoleniowiec nie miał wyboru i po prostu wystawił, to, co miał. A że Legia na niektórych pozycjach niewiele ma, to na boisku było 5 młodzieżowców. Większość z nich dopiero raczkuje w seniorskim futbolu.

Mecz

Nafciarze nie zagrali agresywnie od początku. W pierwszej połowie to przyjezdni sporo biegali za piłką, ale Legia wprost raziła niedokładnością. Rozegranie piłki pozostawiało sporo do życzenia – gospodarze wielokrotnie oddawali piłkę za darmo, a to napędziło kilka akcji Wisły. W pierwszej połowie niezłe były trzy – zablokowany strzał Kocyły i dwie sytuacje Patryka Tuszyńskiego. Przy centrze Piotra Tomasika zabrakło kilku centymetrów, przy dośrodkowaniu Damiana Zbozienia Maik Nawrocki wybijał piłkę niemal z linii.

Legia? Jedna niezła okazja Macieja Rosołka i bomba Ernesta Muciego. Jasne, Damian Rasak dał się nawinąć za łatwo, ale trudno też nazwać to sytuacją. Muci miał piłkę 25 metrów od bramki i strzelił bramkę kolejki, a może i rundy. Zdarza się.

Po stracie bramki Wisła się posypała. Gra była wolna, bojaźliwa i momentami zespoły wyglądały niepokojąco podobnie – a to przecież Legia grała w eksperymentalnym składzie.

Maciej Bartoszek widział, co się dzieje na boisku. Dominik Furman prawdopodobnie był przewidziany do gry od 60-65. minuty. Musiał wejść już od początku drugiej połowy. Kolejne zmiany nieco ożywiły grę Wisły – niezły strzał oddał Szwoch, Kocyłę zablokowali w ostatniej chwili, ale z biegiem czasu gospodarze odepchnęli Nafcairzy. Pod koniec kibice jeszcze raz mogli się poderwać, kiedy to świetnie przymierzył Radosław Cielemęcki. To było jednak mało.

Wisła w przekroju całego spotkania miała tylko przebłyski – jak na początku pierwszej i drugiej połowy. Okazje były, choć brakowało dokładności. Można się też zastanowić, dlaczego Nafciarze nie zdecydowali się mocniej przycisnąć i spróbować zepchnąć mniej doświadczony zespół do defensywy. Legia grała naprawdę eksperymentalnym składem – Joel Abu Hanna to stoper, który z konieczności grał na lewej stronie defensywy. Maik Nawrocki grał dopiero 4. mecz w seniorskim futbolu, Kacper Skibicki 7. mecz w Ekstraklasie, a Jakub Kisiel przed sobotnim meczem rozegrał 44. minuty w Ekstraklasie. To nie jest tak, że Legia wystawiła przypadkowe dzieciaki, ale jednak miażdżąca przewaga doświadczania była po stronie Wisły, a to powinno mieć jakąś wartość. Nie miało. Wiśle starczyło paliwa na niezłe 20-25 minut.

Nafciarze często podejmowali złe wybory – kiedy trzeba było przyspieszyć grę, zwalniali. Kiedy trzeba było zwolnić grę i poczekać aż koledzy pokażą się do gry, ryzykowali podanie. Kiedy trzeba było podać do lepiej ustawionego kolegi, strzelali albo wchodzili w drybling. Być może 1 bramka z tych wszystkich sytuacji mogła wpaść, ale nie wpadła. Miks braku szczęścia i umiejętności.

Największy zawód to chyba środek pola. Oczywiście w sobotę w Warszawie nie był jeszcze optymalnie zestawiony, ale wyglądało to nie najlepiej. Mateusz Szwoch przeszedł obok meczu, Dusan Lagator nie odbierał piłek, nie czytał gry i pracował na czerwoną kartkę. Damian Zbozień powinien mieć asystę, ale poza tym sporo niedokładnych podań. Zabrakło też dryblingów Dawida Kocyły, któremu też niewiele wychodziło w tym meczu. Z piłką próbował zabierać się Patryk Tuszyński, oddał 1 celny strzał, ale to tyle. Druga połowa to nadzieja na bramkę wyrównującą, ale znów – Nafciarze potrafili zagrozić bramce Tobiasza głównie w pierwszych 10-15 minutach drugiej odsłony. Później jeszcze poprzeczka Cielemęckiego, ale bramki nie udało się zdobyć.

Podsumowanie

Żeby było jasne – Legia nie zagrała wcale wielkiego spotkania i gdyby nie petarda Muciego, mecz mógłby skończyć się wynikiem 0:0. To nie będą derby, które będziemy wspominali latami. Mistrzowie Polski porażkę z Wisłą wkalkulowali w koszty, a Nafciarze nie potrafili tego wykorzystać. Szkoda, po prostu szkoda.

Warto pochwalić blok defensywny, zwłaszcza stoperów. Jakub Rzeźniczak i Anton Krywociuk zagrali bardzo przyzwoite spotkanie, choć na pewno łatwiej było im kryć Rosołka niż Pekharta. To jednak nie nasze zmartwienie, że kadra Legii jest tak, a nie inaczej zbudowana. Ważne jest, że duet działa. Sporo wygranych pojedynków, kapitan miał także okazje do zdobycia bramki, ale jest też rysa na szkle – w 68. minucie Muci miał tak idealną sytuację, że powinno być 2:0. 20-latek fatalnie się pomylił. Plusik można postawić też przy Tuszyńskim i Wolskim – piłka przeważnie słucha się Wolaka. Dryblingi, prowadzenie futbolówki – inna jakość piłkarska. W przypadku napastnika mam pewien problem – walczy, umie przytrzymać piłkę, rozegra w środku pola, ale czegoś mi jednak w sobotę zabrakło.

Poza tym mniejsze lub większe rozczarowanie. Krzysztof Kamiński niby wybronił to, co miał wybronić, ale kilka prostych piłek posłanych w aut nie tylko irytowało, ale też dawało tlen przeciętnie grającej Legii. Bardzo słabo zagrał Dusan Lagator, który z biegiem sezonu chyba zostanie zadaniowcem w przypadku meczów z takimi ekipami jak np. Cracovia. Nie najlepszy start sezonu zanotowali Szwoch i Kocyła, ale spokojnie – to dopiero pierwsze spotkanie. Jeszcze nie czas, by trąbić na alarm.

Wnioski w pigułce:

  1. Kamiński po prostu musi poprawić grę nogami.
  2. Dawid Kocyła wcale nie może być pewny miejsca w składzie, bo Radosław Cielemęcki pokazał się z dobrej strony i będzie naciskał.
  3. Wisła ma obiecujący duet stoperów.
  4. Wisła na początku sezonu może mieć problem na prawej stronie obrony – Maciej Bartoszek przyznał, że Kristian Vallo wyglądał ostatnio słabo. Damian Zbozień na Legii też wyglądał słabo.
  5. Sporo było stałych fragmentów gry, ale nie było po nich wielkiego zagrożenia.
  6. Zbyt bojaźliwa gra, zbyt duży respekt dla Legii. To była Legia tylko z nazwy.
  7. Jeden niezbyt udany mecz to jeszcze nie powód, żeby wieszać psy na całej drużynie.

Oceny pomeczowe w skali 1-10, gdzie 1 to katastrofa, a 10 fenomenalnie (nota wyjściowa to 5):

Krzysztof Kamiński – 4 – wybronił to, co miał wybronić, choć Legia do zbyt dużego wysiłku go nie zmusiła. Minus za bardzo niepewną grę nogami. Miał szczęście, że w końcówce Luquinhas był na spalonym, bo skończyłoby się czerwoną kartką.

Damian Zbozień – 3 – prawy obrońca powinien mieć asystę, ale świetnie zachował się Nawrocki. W obronie było średnio, w ofensywie bardzo dużo strat.

Jakub Rzeźniczak 7 – środek obrony Wisły był bardzo szczelny, a dobre okazje Legii można policzyć na palcach jednej ręki 60-letniego drwala.

Anton Krywociuk 7 – podobnie.

Piotr Tomasik 5 – Podobnie jak Damian Zbozień ma na koncie jedno dośrodkowanie w kierunku Patryka Tuszyńskiego, które mogło skończyć się bramką. Lewa strona lepiej wyglądała w ofensywie, w defensywie też było przyzwoicie.

Dusan Lagator – 3 – Słaby mecz defensywnego pomocnika Wisły. Nie czytał gry, nie zdominował środka pola, choć jeśli podawał, to celnie.

Damian Rasak – 5 – przeciętny mecz pomocnika. Bez wielkich fajerwerków, ale też bez dramatu. Sporo odbiorów, starał się rozgrywać piłkę, ale różnie było.

Rafał Wolski – 6 – widać, że zaawansowanie techniczne Rafała Wolskiego jest na innym poziomie niż kolegów. Pokazał kilka efektownych zwodów, ale konkretów brakowało. Mamy apetyt na więcej.

Mateusz Szwoch – 3 – W zeszłym sezonie przyzwyczaił do równej formy, ale przy Łazienkowskiej zagrał słabo. Wyróżnił się w zasadzie tylko niecelnym strzałem z początku drugiej połowy. Sporo jednak strat, nie napędzał gry Wisły.

Dawid Kocyła – 4 – aktywny, ale 19-latek nie zaliczy tego meczu do udanych. Były próby strzałów, jeden był dobry. Kilka razy piłka odskoczyła, 2 razy złapany na spalonym. Dawid wie, że stać go na więcej.

Patryk Tuszyński 6 – ocena napastnika, który nie strzelił bramki, jest zawsze trudna. Z jednej strony oddał 1 bardzo dobry strzał, który powinien wpaść. Raz zabrakło niewiele, a poza tym sporo walki, przytrzymania piłki. Jeśli ma strzelić 12 bramek w sezonie to potrzeba jednak czegoś więcej.

Zmiennicy:

Dominik Furman 5 – Maciej Bartoszek przyznał, że Furmi był przewidziany do gry później, ale sytuacja zmusiła do podjęcia tej decyzji szybciej. Od jego wejścia na boisko gra drgnęła, a pewne zagrania mogą wynikać z faktu, że nie jest jeszcze w 100% gotowy. Obiecujący re-debiut.

Marko Kolar 5 – widać, że piłka przy nodze mu nie przeszkadza. Był błysk, ale nie wpłynął na wynik spotkania.

Damian Warchoł – 4 jeszcze kilka miesięcy temu grał w III lidze, ale dostał szansę w Wiśle Płock. 23 minuty przy Łazienkowskiej były przyzwoite.

Radosław Cielemęcki 6 – nota wyjściowa +1 za świetny strzał. 7 byłaby naciągana, ale były zawodnik Legii pokazał, że ma talent. Rywalizacja wszystkim wyjdzie na dobre.

Luka Susnijara 3 – nie najlepsze wejście.

Fot. Wisła Płock S.A.

Dodaj komentarz